Projekt prezent - pomagamy Markusowi

 

Może już słyszeliście o fantastycznej akcji akcji Projekt Prezent, wymyślonej przez Futra Specjalnej Troski? Pomysł polega na obdarowaniu wybranego przez blogera psa paką fantów na święta. W tym roku postanowiłam dołączyć i ja! :) 

 

 

 

Oto regulamin:

1. Wybieramy bezdomnego psiaka przebywającego pod opieką Fundacji/hoteliku/domu tymczasowego. Pies nie może być pod opieką schroniska-chcemy mieć pewność,że paczka dotrze bezpośrednio do psiaka.

2. Bloger wybiera futro, które najbardziej oddaje tematykę jego bloga.

3. Zbiórka jest dobrowolna. Bloger nie czerpie z tego tytułu ŻADNYCH korzyści materialnych.

4. Termin zbiórki darów: do 14.12.2015.

5. Zbieramy (nowe bądź w bardzo dobrym stanie): karmy, miski, zabawki, legowiska, preparaty odrobaczające, obroże/szelki, przysmaki, smycze

6. Podarunki od czytelników przesyłane są pocztą/kurierem/paczkomatem na adres blogera (zapytaj o adres w mailu lub na pw!)na koszt nadawcy(czytelnika). Na terenie swojego miasta bloger może prezenty odebrać osobiście.

7. Opiekun (dt/hotelik) obdarowanego psa przesyła zdjęcie paczki i czworonoga na adres mailowy blogera.

Jaki pies pasuje do tematyki mojego bloga? Nie musiałam zastanawiać się długo. Ostatnio podzieliłam się z wami tekstem o Syndromie czarnego psa - nie mogło być więc inaczej, musiałam wybrać biedaka o takim właśnie umaszczeniu. Jak zdążyliście się już przekonać, ze względu na Pynia mam słabość do psiaków o czarnym kolorze ;)

Skontaktowałam się więc z przemiłą panią Barbarą z fundacji Dar Serca, która pomogła mi wybrać psiaka, szczególnie potrzebującego waszej (i mojej!) pomocy. Istotne było, aby przebywał on w miarę blisko Krakowa - przede wszystkim dlatego, abym mogła wybrać się do niego osobiście i zdać wam relację z obdwarowania psiaka prezentami od was :)

 

 MARKUS

 

 

Markus trafił pod opiekę fundacji dwa lata temu. Pogoda dla porzuconego staruszka była niemal zabójcza. Leżał bezwładnie, a po jego ciele chodziły muchy. Nero musiał zostać przeniesiony na kocu przez trzy osoby i tak rozpoczęła się jego walka o życie. Od tamtego wydarzenia minęło już wiele miesięcy, a Markus? Markus żyje, na kredyt. W zeszłym roku przeszedł operacje usuwania paskudnej zmiany skórnej, po której całkowicie wrócił do siebie. Codziennie wychodzi na spacer po terenie, biegnie w stałe miejsca, załatwia swoje sprawy, wita się ze wszystkimi, po czym wraca do swojego cichego kącika odpocząć. Każdy z takich dni, gdy Markus radośnie wybiega z boksu jest świadectwem, że warto pomagać. Swój boks dzieli z Suzi, z którą są nierozłączni. 
Gdyby tylko mógł, zamerdałby dla Was ogonem, jednak ogonka nie ma i merda całą pupą :)

 

Co dla Markusa? 

 

Markus przede wszystkim potrzebuje suplementów na stawy i odporność. Jakich? Podpowiedź w linku do sklepu Zooekspress. Preparaty te nie należą do najtańszych, dlatego stawiamy je na pierwszym miejscu - byłoby super, gdyby udało nam się zakupić taki zapas, żeby Markus zaopatrzony był w nie na najbliższe miesiące :)

Jeśli jednak myślicie o pomocy, ale trochę mniej wymagającej finansowo, są też inne rzeczy, które bardzo się przydadzą:

karma mokra (np. Brit lub Bosch)

koce, kołdry

zabawki

 

 

 

I jak? Pomożemy wspólnie Markusowi?

 

Osoby chętne, proszę o kontakt - w wiadomości prywatnej prześlę mój adres lub podjadę po dary osobiście.

e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

FB: Z psem po Krakowie

 

Wyzwanie przeprowadzka

 

Minął dokładnie rok od naszej przeprowadzki do nowego, własnego już mieszkania. Do tej pory pamiętam ten stres i nerwy, które niestety przełożyły się na naszego psa… Postanowiłam opisać kilka błędów, które popełniliśmy przy przeprowadzaniu siebie i Pyńka, mam nadzieję, że ustrzegę was przed rzeczami, które wydają się proste, jednak przy całym tym harmidrze, nie każdy o nich pamięta…

Mieszkania szukaliśmy okrągły rok. R. do tej pory się śmieje, że ja i szybkie podejmowanie decyzji nigdy nie pójdą w parze… To prawda, ale trzeba wziąć tyle czynników pod uwagę: cena, metraż, okolica, a w przypadku posiadacza psa – miejsce, gdzie nasz czworonóg będzie mógł pobiegać. Po setkach przejrzanych ofert, kilkudziesięciu oglądniętych mieszkaniach i milionach wyrwanych włosów z głowy postanowiłam trochę odpuścić. Wiedziałam już, że idealnego mieszkania nie znajdę i z czegoś muszę zrezygnować. Padło na metraż. Odpuściłam kilka metrów kwadratowych na rzecz dwóch balkonów, ładniejszego widoku i rozległego pola z lasem, gdzie Pyniek może sobie swobodnie hasać.

Podpisaliśmy umowę,  załatwiliśmy formalności i po kilku miesiącach obgryzania paznokci dostaliśmy klucze i zielone światło na remont. W ramach oszczędności podjęliśmy decyzję o tym, że mieszkanie zrobimy sami (my to dużo powiedziane, przede wszystkim R.).

I to był nasz pierwszy błąd. Obydwoje ciągle w pracy, a po pracy na budowę. I gdzie czas na psa? Były szybkie spacery i zostawianie Pyńka na długie godziny w domu. W końcu stwierdziliśmy, że dalej tak nie można - ja zaczęłam więcej czasu spędzać z psem a R. jeździł remontować sam. To nic nie zmieniło, Pynio czuł napięcie, mi nie układało się w pracy, co dodatkowo wpływało na ogólny nastrój w domu. Ciągłe sprzeczki o kolor płytek, sposób otwierania szafek kuchennych, wybór pomiędzy wanną a prysznicem. A decyzji było sporo, bo postanowiliśmy kompletnie przearanżować mieszkanie (burzenie ścian, łazienka przeniesiona do przedpokoju, kuchnia do łazienki). Wiedzieliśmy, że zajmie nam to dużo czasu…

 

Gdzieś doczytałam, że powinno się przyzwyczaić psa do nowego mieszkania stopniowo, przywożąc go, co jakiś czas na miejsce. Gdy już skończyły się prace, przy których było dużo gruzu i kurzu Pyniek zaczął przyjeżdżać do nowego mieszkania razem z nami. I wcale nie okazało się to dobrym pomysłem. Pomimo kocyków, piłeczek i naszego towarzystwa Pynio był ciągle spięty i nie mógł usiedzieć na miejscu. Przestraszyłam się, że zrobiliśmy jeszcze gorzej i w momencie przeprowadzki mieszkanie będzie źle mu się kojarzyć…

 

 

Postanowiliśmy spuściliśmy z tonu. Doszliśmy do wniosku ja na 100% poświęcę czas psu a R. remontowi. Rozmowy na tematy mieszkaniowe zaczęliśmy przeprowadzać o wiele spokojniej i pracowaliśmy nad tym, żeby stresy pozostawiać poza domem. Zdecydowaliśmy również zaprzestać zabierania Pyńka do nowego mieszkania, do czasu kiedy nie przeniesiemy wszystkich naszych rzeczy, czyli po prostu przeprowadzki. I to był strzał w dziesiątkę – Pyniek się uspokoił. Zrezygnowaliśmy z zabierania go do mieszkania, za to postanowiłam pokazać naszemu psu, gdzie za niedługo będzie chodził na spacery. Na poprzednim osiedlu mieliśmy sporo psich kolegów, miałam więc nadzieję, że i tu będziemy mogli już wcześniej zawrzeć nowe znajomości. Niestety nie udało nam się w tym czasie poznać nikogo, teraz na szczęście, z racji budowy nowych bloków, psich kompanów przybywa coraz więcej, co jednak najważniejsze w owym czasie – Pyniowi bardzo spodobały się tereny – wielkie pole, i pobliski lasek, a w szczególności możliwość pogonienia zamieszkałych tu bażantów :). Jeśli więc chodzi o zapoznanie psa z nowym terenem spacerowym – zdecydowanie polecam.

Przyszedł jednak dzień przeprowadzki – jeden wielki bajzel, kilka osób, na zmianę wchodzących, wychodzących, znikające rzeczy, uciekające znajome zapachy. Niestety nie mieliśmy możliwości ulokować Pyńka w tym dniu gdzieś indziej, tak żeby uniknął tego harmidru, zrobiliśmy więc tak, żeby jedno z nas zostało do samego końca w starym mieszkaniu. Pynio był zdezorientowany, chodził, wąchał, szukał. Gdy przewieźliśmy wszystkie rzeczy wsadziliśmy siebie i psa do auta i zrobiliśmy ostatni bezpowrotny już kurs.

W nowym mieszkaniu Pyniek w zasadzie od razu wskoczył na kanapę (pomimo, że była nowa, bez starych zapachów) i… poczuł się jak w domu. Wydaje mi się, że w momencie zrozumiał, że tu teraz mieszkamy i to nasz nowy dom. Skoro my, to i on! Kamień spadł nam z serca, ale pozostał jeszcze tylko jeden problem – czy tak samo chętnie będzie zostawał sam w domu? W poprzednim mieszkaniu nic nie niszczył – nigdy tego nie monitorowaliśmy, ale zdaje się, że po pod naszą nieobecność po prostu sobie spał. Przeprowadzkę ustawiliśmy tak, abyśmy oboje mieli pierwsze dni wolne od pracy, tak żeby Pyniek mógł się zaaklimatyzować i żeby stopniowo zostawiać go samego w domu – najpierw na kilka minut, później na dłużej. Poprosiliśmy nowopoznaną sąsiadkę, aby nasłuchiwała czy przypadkiem nasz pies nie daje oznak złego samopoczucia poprzez wycie lub szczekanie. Okazało się jednak, że Pyńkowi również i w nowym mieszkaniu zupełnie nie przeszkadza samotne spanie. Gdy przyszedł dzień, kiedy oboje z R. musieliśmy iść do pracy na 9 godzin, Pynio zachował się jak prawdziwie doskonały pies! I tak jest do tej pory. Mieszkamy już rok i Pynio w nowym miejscu czuje się świetnie. Poznał swoją miłość, borderkę Maui, która mieszka tuż pod nami i praktycznie codziennie biegają razem w polach. Polecam szybkie poznawanie się z sąsiadami, bo w dniach niemocy zawsze można liczyć, że pomogą nam wyprowadzić psa na spacer ;)

 

 

Dla nas przeprowadzka miała wielkie oczy i w etapie remontowym była dużym wyzwaniem, jednak wszystko skończyło się dobrze i pomimo wielu obaw nasz pies potrafił zaaklimatyzować się szybciej niż się tego spodziewaliśmy. Najważniejsze, żeby przy całym zamieszaniu pamiętać o naszym czworonogu. Bo dla niego nie liczą się metry kwadratowe, tylko to, że jesteśmy tam my! :)

 


A może ktoś z was też przeprowadzał się z psem? Podzielcie się swoimi wrażeniami! 

 


Ikony: http://www.flaticon.com/

Nie zapominajcie o Baltiku!

 

Niedawna wiadomość o szczeniaku, którego włoscy marynarze wyłowili po kilkugodzinnym pobycie na morzu przypomniała mi inną historię. Bo nie wszyscy pamiętają, że my także mamy swojego bohatera – Baltica, który kilka lat temu był na ustach wszystkich. 

Baltic to pies, który przez kilka dni dryfował na krze Wisłą, aż w końcu wypłynął na Morze Bałtyckie. Przestraszonego zwierzaka dostrzegła załoga statku Baltica i natychmiast zdecydowała się na akcję ratunkową. Ta niesamowita historia obiegła szybko cały świat i po psa zaczęli zgłaszać się rzekomi właściciele, twierdzący, że pies należy do nich. Żadnej z tych osób psiak jednak nie poznał, kapitan statku zdecydował więc, że pies zostaje na statku i dostaje imię Baltic. Ale prawdziwym właścicielem Baltika stał się pan Adam, oficer mechanik na statku.

Historia wzruszała, wszyscy sobie ją poopowiadali. Ale to było ponad 5 lat temu i jak to zwykle bywa, powoli wszyscy zapomnieli o dzielnym psiaku. Co się teraz dzieje z Baltikiem i jego panem? Tak się składa, że ja to wiem ;)

„Baltic, pies który płynął na krze” to książka dla dzieci, napisana przez Barbarę Gawryluk, czyli moją mamę :)

 

 

Mama, jako wielki miłośnik psów, a przy okazji pisarka, za wszelką cenę chciała, aby ta historia została zapamiętana, wybrała się więc nad morze, aby poznać pana Adama i Baltika. Pan Adam okazał się niesamowitym człowiekiem a Baltic zapatrzonym w swojego pana przemądrym psem.

Mama napisała świetną książkę, a znajomość z panem Adamem pozostała nieprzerwana do dziś. I dzięki temu mogę wam opowiedzieć, o dalszych losach tej niezwykłej pary :)

 

 

Jak już wcześniej wspomniałam, Baltic pozostał na statku. Radził sobie doskonale - sam nawet wymyślił, jak załatwiać swoje potrzeby - robił to do dziury, gdzie chowa się kotwicę :) Zabieranie Baltica nie zawsze było jednak możliwe - gdy nadchodził silny sztorm, pan Adam decydował się na pozostawienie psa na brzegu, ze względu na jego bezpieczeństwo. Baltic mógł się poślizgnać, wypaść za burtę, groziła mu choroba morska. Dodatkowo, pomimo, że na statku czuł się świetnie, panicznie bał się wejść do wody. Na ten czas zostawał więc z opiekunką w Morskim Instytucie Rybackim, gdzie wiernie oczekiwał na powrót swojego pana. Ta sielanka trwała 2 lata. Po tym czasie kapitan statku odszedł na emeryturę i zastąpił go nowy, który niestety nie podzielał zdania poprzednika i nie zgodził się na pobyt psa na statku. 

Co na to pan Adam? Nie wyobrażał sobie pływać bez Baltika. Powiedział więc, że jeśli Baltic nie może być na statku, to on też na nim nie zostanie i... poszedł na emeryturę!

 

 

Przeprowadził się do mieszkania pod lasem na Kaszubach, jest ratownikiem wodnym i spędza dnie na długich spacerach po lesie z Baltikiem :) 

Pies nie widzi świata poza panem Adamem i odwrotnie. Zrodziła się pomiędzy nimi niezwykła więź nie potrzebująca smyczy ani nauki posłuszeństwa. Baltic oddalił się od swojego pana tylko raz i to nie celowo - zwyczajnie zgubił się w lesie. Pan Adam szukał go kilka godzin, bez skutku. W końcu w poszukiwania zaangażowali się okoliczni mieszkańcy, którzy wrzucili informację o zaginięciu do internetu. W niedługim czasie zgłosili się państwo z wioski obok, po drugiej stronie lasu, mówiąc, że pod ich domem siedzi właśnie taki, zdezorienowany pies. Baltic szczęśliwie się znalazł, a pan Adam uświadomił sobie, że jego pies jest już coraz starszy i nie radzi sobie w terenie już tak dobrze. Od tej pory idąc w głeboki las, Baltic spaceruje na smyczy. 

 

 

Jeśli wybierzecie się kiedyś na Kaszuby może uda wam się ich spotkać. Pamiętajcie wtedy te niesamowitą historię. Takie opowieści powinny trwać i trwać! :)

 


 

Jeśli spodobał ci się ta historia, podaj dalej :) A może chcesz skomentować? Śmiało!

Nowe początki, nowa strona

 

Nadszedł ten dzień, kiedy w końcu mogę zaprezentować wam stronę w całej okazałości. Prace nad nią trwały dość długo, jednak od samego początku, wiedziałam, że najbardziej istotne jest stworzenie mapy z miejscami przyjaznymi naszym psiakom. Po czasie doszedł jeszcze pomysł na pisanie bloga. I dlatego postanowiłam to połączyć ☺.

Co tu znajdziecie?

  • Na głównej stronie regularnie będą pojawiały się wpisy blogowe o treści związanej z krakowem, ale nie tylko. Recenzje psich miejsc, które odwiedzamy, psie porady lub po prostu to, co wpadnie mi do głowy i wyda mi się na tyle ciekawe, żeby wam to przekazać ☺

 

  • Kolejny istotny element to zakładka Miejsca przyjazne psom. Jest to lista wszystkich miejsc, do których możecie wybrać się ze swoimi czworonogami, na razie pogrupowana na: lokale, miejsca spacerowe, sklepy i inne. Mam nadzieję, że z czasem kategorii tych będzie więcej i lista będzie się powiększać ☺. Przy każdym z miejsc starałam się zawrzeć jak najwięcej informacji. Szukając danego miejsca możecie skorzystać, więc z tagów wybierając np. dzielnicę, rodzaj kuchni, opcję mały/duży pies. Drugim sposobem jest użycie wyszukiwarki. Sam opis miejsc jest na razie dość oszczędny, chciałam skupić się przede wszystkim na informacjach, które istotne są przede wszystkim dla psiarzy, więc jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, pod opisem możecie kliknąć w link przekierowujący na stronę wybranego miejsca. Nie dotyczy to oczywiście miejsc spacerowych, które stron nie posiadają, ich opisy będą rozwijane na bieżąco.

 

  • Dodatkowo, dla tych, którzy przyzwyczaili się do korzystania z googlowskiej mapy załączonej do fanpage'u - jest ona takżena stronie, po kliknięciu w nią, otworzy się wam z nowym oknie. 

 

  • Poza tym możecie sobie poczytać kilka słów o mnie, nawiązać ze mną współpracę lub po prostu skontaktować się ze mną poprzez formularz - chętnie was poznam albo poczytam o jakichś psich krakowskich sprawach, które was nurtują ✎.

 

Mam nadzieję, że strona Z psem po Krakowie sposoba się wam tak jak podoba się mnie ☺. Tworzenie jej sprawia mi mnóstwo radości.

Dziękuję osobom, które brały udział w tworzeniu tej strony. Przede wszystkim R., który zajął się wszystkim od strony technicznej. Nieocenione mieć faceta, który ma takie zdolności. Chociaż nie myślcie sobie - oczywiście nie obyło się bez kłótni i rzucania talerzami ☺

Nie spoczywamy jednak na laurach! Pomysłów jest jeszcze sporo i strona z pewnością będzie się rozwijać.

Wraz z Pyniem, dzięki któremu narodził się pomysł na Z psem po krakowie pozdrawiamy i życzymy miłego korzystania ✌.

12 psich blogów, które obserwuję

 

Skoro czytacie wpisy na mojej stronie, z pewnością interesuje was psia tematyka. No chyba, że trafiliście tu przypadkowo i od razu klikniecie krzyżyk, bo czworonogi was nie interesują. To nic, może kiedyś będziecie mieć psa i tu wrócicie :)

Jako posiadaczka czarnego kundla często wchodzę na inne strony, blogi czy fanpage’e facebookowe poświęcone psiakom. Cóż, posiadanie czworonoga sprawia, że nasza galeria w telefonie wypełniona jest każdym momentem życia psa, z wygaszacza naszego komputera patrzą na nas wierne oczyska, a na wyciągach z konta częściej widnieje Karusek niż Zara.

Poniżej dzielę się z wami kilkoma, wartymi uwagi stronami. Nie wszystkie są krakowskie, niektóre poświęcone są tematyce agility, inne opisują perypetie konkretnego psiaka. Są też te zachęcające do adopcji schroniskowych psiaków.

Kliknięcie w nazwę przeniesie was bezpośrednio na bloga/fanpage.

1.Pies w Warszawie - blog oraz fanpage prowadzone przez Zosię, posiadaczkę adoptowanego Bonza, która dzięki blogowi poznała swojego chłopaka i jego sunię Millę. Poczytacie tu o życiu z psami w stolicy, znajdziecie listę miejsc w Warszawie przyjaznych psom, ciekawe opisy miejsc odwiedzonych przez całą czwórkę, recenzje psich produktów, a wszystko to z dodatkiem świetnych zdjęć. Całkiem niedawno powstała też marka Warsaw Dog, czyli oryginalne obroże i smycze szyte przez tę dwójkę. Warto!

 

PIESWWA

 

2. Emerytura na 4 łapach - fanpage i blog o tym, jak fajnie jest życie z adoptowanymi seniorami. Jest dwójka. Oba bullowate. Tiger i Negra, które biegają, skaczą, jeżdżą na wycieczki i cieszą się psim życiem. Jeśli sami macie takiegp emeryta, można wysłać zdjęcie - na fanpage'u tworzy się album, który ma udowodnić jak wesołe jest życie ze staruszkiem.

 

 

3. Pies Shaggy - "Mały czarny i turbo szybki" mówi opis na fanpage'u. Czarny kudłaty kundelek adoptowany z krakowskiego schroniska - Shaggy - wraz ze swoją panią ćwiczy agility i pokazuje, że nie tylko rasowe psy mogą pokonywać przeszkody. Fanpage wciąż się rozwija.

 

shaggy

 

4. Biała Głucha, Straszna Czarna - czyli bulterieka i amstafka w jednym domu. Blog opisujący perypetie adoptowanych głuchej Alji i czarnej Dafi. Z bloga dowiecie się nie tylko o tym, jak żyć z głuchym psem, znajdziecie też recenzje psich produktów. Przede wszystkim przekonacie się, że ta straszna czarna i głucha/groźna biała to naprawdę fajne babki :)

 

 

5. Zolinka -fanpage pisany z perspektywy bulteriera o imieniu Zolinka. Autorka opisując świat widziany oczami psa celowo popełnia błędy ortograficzne, co sprawia, że mamy wrażenie, jakbyśmy czytali opowieści dziecka. Perypetie Zolinki, której świat kręci się wokół oponki zawsze poprawiają humor :)

 

zolinka

 

6. Obifru Team - blog poświęcony dwóm psiakom – Fruzi oraz Hondzie, które razem ze swoją panią trenują agility. Na początku była Fruzia – maltańczyk, którego zwinność łamie stereotypy o byciu "torebkową rasą". Niedawno dołączyła do niej Honda i teraz cały team ostro trenuje i jeździ na zawody. Stronka atrakcyjna dla krakowskich właścicieli miniaturowych psiaków, którzy mogą spotkać się na organizowanych co jakiś czas wspólnych "Fruziowych Miniaturowych Spacerach".

 

Obifru

 

7. Franek – Franek to buldog, który przedstawia siebie jako wrocławskiego hipstera, lansera, modela, blogera, projektanta i gwiazdę internetu :) Warto dla uśmiechu, Franek jak to typowy buldog bawi minami i urzeka modnymi strojami.

 

 

8. Psie Sucharki– tę stronę zna praktycznie każdy psiarz i nie tylko. Zabawne rysunki z życia psa wzięte. A co najlepsze - autorzy zawsze trafiają w sedno - widać to szczególnie po komentarzach, gdzie fani Psich Sucharków dodają zdjęcia swoich psów, w pozach będących odbiciem lustrzanym rysunków :)

psie sucharki

9. Iza Łysoń Arts Izy przygoda z fotografią zaczęła się nie tak dawno, bo pięć lat temu. Pomimo tak krótkiego okresu, Iza już pokazuje nam prawdziwe dzieła sztuki! Właśnie dlatego, z chęcią zrobienia Pyniowi zdjęć napisałam właśnie do Izy. Wiedziałam, że dobrze robię :). Warto obserwować facebook Izy, na którym co chwilę pojawiają się naprawdę cudowne zdjęcia psiaków.

 

Iza

 

10. Alicja Zmysłowska Photography – wielbicielom psiej fotografii Alicji przestawiać nie trzeba. Prawdziwy talent, jej zdjęcia zapierają dech w piersiach. Alicja ma już ogromną liczbę fanów (ponad 44 tysiące polubień na facebooku!). Co tu więcej pisać - najlepiej oglądnąć jej portfolio.

 

Alicja

 

11. Ginka Turbinka – Ginka to pies o niezwykle ciekawej urodzie. Blog urzeka przede wszystkim świetnymi zdjęciami głównego bohatera, wykonującego różne sztuczki i jego psich przyjaciół.

 

Ginka

 

12. Krakowskie bullowate do adopcji – fanpage promujący adopcje wszystkich bulowatych zarówno z krakowskiego schroniska, ale też z hoteli i domów tymczasowych. Można tu znaleźć swojego przyszłego czworonożnego towarzysza lub zobaczyć rozbudowaną galerię szczęśliwców w ich nowych domach.

 

bullowate

Dolina Grzybowska na weekend

 

My, psiarze w zimie mamy łatwiej. Dlaczego? W długie weekendy chcąc wybrać się z psem nie musimy szukać dobrego miejsca. Bo jak tylko temperatura skacze, z domu wychodzą wszyscy, a posiadaczom psów gorzej znaleźć teren, gdzie pies wybiega się swobodnie. Ja szukałam takiego miejsca w sobotę. Chciałam blisko, koniecznie z lasem (bo słońce) i bez ludzi. Trafiło na Zabierzów i mało znaną Dolinę Grzybowską położoną w Lesie Zabierzowskim.

Dojazd w to miejsce jest bardzo prosty – dolina znajduje się zaraz za restauracją Rogate Ranczo (jadąc od strony ul. Krakowskiej) oraz Błoniami Zabierzowskimi. Jadąc ulicą Kmity należy skręcić w pierwszą ulicę w prawo za Ranczem. Kilkadziesiąt metrów po skręcie łatwo można dostrzec duży parking należący do nieistniejącej już (niestety) restauracji Kmita. Po zaparkowaniu auta warto cofnąć się kawałek, gdyż znajduje się tam mapa całej trasy. 

Droga prowadząca przed dolinę jest trasą asfaltową i bardzo łagodną, dlatego jest odpowiednia również dla osób z gorszą kondycją.☺ Dla bardziej wymagających polecam odbicie w dowolnym momencie i pójście w las, szczególnie gdy słońce nie daje spokoju.

 

Co zawsze doceniam w takich miejscach to… woda! Po lewej stronie doliny płynie mały strumyk, w którym pies może swobodnie się schłodzić. Idąc na dłuższy spacer można również zabrać ze sobą coś do jedzenia – co jakiś czas na poboczu postawiono ławeczki ze stolikami.

Są również kosze na śmieci, a w przypadku posiadaczy psów - na kupy :). Przejście w tę i z powrotem zajmuje około półtorej godziny, jeśli jednak ktoś chciałby wydłużyć sobie pracę, to tak jak wcześniej wspomniałam, może skręcić w którąś z leśnych ścieżek.

Jedyny minus Doliny Grzybowskiej to wskazany w regulaminie nakaz trzymania psów na smyczy oraz (na szczęście sporadycznie, bo podobno nie wolno) przejeżdżający samochód.

Dla mnie jednak liczy się to, że w ciepły weekendowy dzień spotkałam tam dosłownie kilka spacerujących osób. A właśnie takiego spokojnego miejsca szukałam.

Klub Kombinator. Cofnijmy się w czasie...

 

Jest takie miejsce w Nowej Hucie. Miejsce klimatyczne z pasującą do tej dzielnicy nazwą KLUB KOMBINATOR. W środku osiedla Szkolnego, w budynku, gdzie znajduje się również Teatr Łaźnia Nowa (osobom spoza Huty polecam dobrze przestudiować mapę, łatwo się zgubić). Przed klubokawiarnią znajduje się ogródek złożony z modnych wciąż palet zamiast krzeseł.

 

 

Chcemy wejść do środka, ale napotykamy przeszkodę, i nie jest to zakaz wejścia z psem – problemem okazują się schody kratowe (takie dziurawe), na których Pyniek łap za nic nie postawi…
No to hop na rączki i idziemy dalej. A w środku klimat niezwykły – socrealistyczny wystrój, meble, które pamiętamy z mieszkań swoich babć. Super.

 

  

 

 

Od razu na wejściu słyszymy, że z psem nie ma w ogóle problemu, miła pani barmanka klepie zadowolonego Pynia po żeberkach. Dostajemy miseczkę z wodą i siadamy przy drzwiach z kawą. Jesteśmy jedynymi klientami w środku, chociaż na zewnątrz po chwili pojawia się rodzina z głośno szczekającym yorkiem. Pyniek jednak nie reaguje – widać, że dobrze poczuł się w klimacie dawnych lat i rozłożył się pod stołem w naszych nogach.

 

 

Do Kombinatora wrócimy, niestety tylko na piwo lub kawę, bo zjeść tu nic nie można. Ale lubią pieski. I lubią też w letniej miejscówce Kombinatora, Zalew Sztuki nad zalewem nowohuckim, gdzie odbywają się różne imprezy. My z pewnością wybierzemy się jeszcze w sierpniu.

 

 

Kopiec Kraka/Kamieniołom Liban

 

 Lato się kończy, a wraz z nim odchodzą potworne upały. Niektórym jednak wraz z odejściem wakacji kończy się okres, kiedy ma się dużo czasu na dalekie wycieczki poza Kraków… Dlatego dzisiaj polecam wam kolejne miejsce, ale tuż obok centrum Krakowa – Kopiec Krakusa i Kamieniołom Liban, gdzie niedawno wybraliśmy się w towarzystwie Tatarka i jego pani.

 Tatarek i Pynio

 

Jeśli jesteście zmotoryzowani, jadąc ulicą Wielicką mijacie skrzyżowanie z Powstańców Śląskich i skręcacie w prawo w ulicę Wapienną i ponownie w prawo w ulicę Pod Kopcem. Ja wraz z osobą mi towarzyszącą zaparkowałyśmy auto właśnie na końcu tej ulicy – dalej jest już zakaz wjazdu. Wszystko możecie zobaczyć na mojej nieudolnie zrobionej mapce (wybaczcie, niedługo nauczę się robić porządne kreski w Photoshopie…).

 

 

Jeśli jedziecie MPK, trzeba wysiąść na przystanku „Cmentarz Podgórski”. Dalej trzeba iść pieszo, co zajmuje niecałe 5 min. Fajne jest to, że nawet nie wchodząc na samą górę Kopca Kraka możemy przysiąść na ławce i napawać się niezwykłymi krakowskimi widokami. Zazwyczaj nie ma tu dużo ludzi – nie jest to tak popularny kopiec jak np. Kopiec Piłsudskiego. Dzięki temu, wybierając się na spacer z psem możemy liczyć na chwilę spokoju. Jeśli jednak chcecie kompletnie uniknąć towarzystwa ludzi popatrzcie na drugą mapkę – widnieje tam linia, która pokazuje zejście do Kamieniołomu Liban – miejsca, gdzie od 1942 do 1944 roku istniał obóz pracy, a w 1993 roku kręcono sceny do filmu Lista Schindlera.

 

 

Co ciekawe, wiele elementów scenografii pozostawiono aż do dziś. Ścieżki prowadzące do Kamieniołomu są ścieżkami nieoficjalnymi, a samo miejsce to jest mało rozreklamowane turystycznie. Pozwala to w spokoju wybrać się na spacer z psem. Ale uwaga, miejsce to jest bardzo specyficzne, mroczne i nawet w ciepły letni dzień, czuć niepokojący klimat, który tworzą powoli rdzewiejące wielki konstrukcje oraz częściowo zalany kamieniołom.

 

 

 

 

Polecam, to wszystko jest warte zobaczenia, niestety nie jest to typowy teren, gdzie nasz pies pohasa sobie w spokoju – ścieżki prowadzące do kamieniołomu mają bardzo strome zbocza dlatego nasze psy muszę być trzymane na smyczy!

 

1 października obchodziliśmy Światowy Dzień Czarnego Psa. Przeglądając wieczorem Facebook natknęłam się na wpis Dogington Post, który zaczynał się słowami „Have you heard of Black Dog Sydrome?” Nie, ja nie słyszałam. Wpisałam w wyszukiwarkę „Syndrom czarnego psa” i nie mogłam uwierzyć – coś takiego naprawdę istnieje!

A co to takiego? Już tłumaczę.

Syndrom ten mówi przede wszystkim o tym, że czarne psy są uważane za gorsze i to właśnie one najdłużej przebywają w schroniskach, gdyż ciężko znaleźć im właścicieli.

Stanley Coren, profesor Uniwersytetu Kolumbii wykonał badanie, które miało na celu sprawdzenie czy stosunek ludzi do czarnych psów jest faktycznie inny niż w przypadku psów o jasnym kolorze. W badaniu wzięło udział 60 osób. Stanley pokazał im trzy psy rasy labrador retreiver o różnym umaszczeniu (czarny, brązowy i biszkoptowy). Każdy z psów przedstawiony został w podobnej pozie, na tym samym tle. Zdjęcia były pomieszane z fotografiami psów innych ras. Badani mieli określić: który z psów najbardziej im się podoba, wydaje im się najbardziej przyjazny, wygląda na agresywnego i który najbardziej nadaje się na psa rodzinnego. W teście najsłabiej wypadł labrador o czarnym umaszczeniu, co pokazało, że „Syndrom czarnego psa” jest niestety prawdziwy.

Oto kilka stereotypów o czarnych psach, które udało mi się odszukać w sieci:

  • większość psów uznawanych za agresywne ma czarne umaszczenie

 

Ziuta, 7 lat

 

Każdy człowiek, który choć trochę zainteresuje się tematem, wie że agresywny może być zarówno mały york, rudy  kundel jak i czarny doberman. Wszystko zależy od wychowania! Niestety, potocznie czarny równa się agresywny. A jeśli dodatkowo jest duży, z pewnością musi rzucać się na wszystko, co się rusza, a nocą pożerać dzieci… Pynio ma kolegę z osiedla, na którym poprzednio mieszaliśmy – Iwa rasy flat coated retriever. Iwo jest jednym z łagodniejszych psów, jakie znam. Uwielbia dzieci, jest w siódmym niebie, kiedy może wyłożyć się brzuchem do góry i być miziany przez grupę zachwyconych tym dzieciaków. Problem tkwi w tym, że jest duży i czarny, przez co spotyka się z nieprzyjemnymi sytuacjami i wzrokiem, mówiącym „proszę zabrać tego agresywnego psa”…

 

 Iwo

 

 

  • czarnego psa ciężko dostrzec w nocy, czyli po prostu może się łatwo zgubić

 

 Diana

 

Serio? A to nie jest tak, że pies ma być posłuszny i pomimo że nie widzimy go w ciemności, ma przyjść na zawołanie? A jeśli się boisz, to może zwyczajnie nie spuszczaj psa ze smyczy po zmroku lub przypnij do obroży światełko…

  • niektórzy twierdzą, że z pyska czarnego psa trudniej jest odczytać emocje

 

 Maks i Martin

 

Naprawdę? Patrzę na pysk Pyńka i doskonale wiem, co w danej chwili chce mi powiedzieć. Nawet jeśli to jest „coś”, czyli po prostu „zwracaj na mnie uwagę”. Wiem, kiedy nie ma ochoty na głaskanie po brzuchu, kiedy coś mu się nie podoba i zwyczajnie potrzebuje przestrzeni. Wiem, kiedy chce iść na pole, a kiedy ma ochotę na zabawę. Pomimo, że jest czarny.

  • w mediach, kulturze – powszechnie czarny pies kojarzony jest z agresją

 

Strzelec

 

To tak jak z „agresywnymi rasami”. Ile razy czytamy czy słyszymy w mediach „Pittbull zagryzł swoją właścicielkę”, „Agresywny rottweiler zaatakował mężczyznę” i do tego dodane są zdjęcia wyszczerzonego czarnego psiura. Jeśli pogryzienie następuje przez psa innej rasy, niż te uznawane za agresywne, nagle ta istotna w poprzednich przypadkach rasa, staje się w tekście zwyczajnie „dużym” lub „agresywnym” psem… Dlatego tak ważne i fajne jest to, że w dzisiejszych czasach mamy dostęp do internetu, gdzie powstaje wiele grup przełamujących stereotypy „agresywnych ras” (Mój pies NIE jest MORDERCĄ).

Myśleliście, że stereotyp numer dwa był głupi? Mam coś na dokładkę:

  • według wielu osób czarny przynosi pecha…

 

Trampek

 

Ja naprawdę myślałam, że żyję w XXI wieku, w rozwiniętej cywilizacji, gdzie ludzie nie myślą już, że upuszczanie krwi da im zdrowie. Kto wierzy, że gdy weźmie czarnego psa, będzie prześladował go pech? To tak, jakby każdy posiadacz czarnego kota po każdym przebiegnięciu przez niego pokoju musiał rozbijać lustro lub rozsypywać sól. Właściciele czarnych kotów, wypowiedzcie się! :)

  • czarny pies źle wychodzi na zdjęciach…

 

Młodziutka Bifa

Naprawdę są ludzie, którzy podejmują decyzję, że nie adoptują czarnego psa, bo będzie źle wyglądał na Instagramie? Jeśli tak jest, no cóż… I don’t wanna live on this planet anymore…

***

Pynio został wzięty z krakowskiego schroniska. Nigdy nie przyszło mi na myśl, żeby zmienić decyzję o adopcji ze względu na to, że jest czarny.Wręcz przeciwnie! To właśnie on jako pierwszy wpadł mi w oko. I zamiast pecha, codziennie dostarcza nam wielkie ilości szczęścia.


Wszystkie zdjęcia (poza tym z Iwem :)) w tym poście przedstawiają psy przebywające obecnie w Krakowskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt. Może problemem jest ich kolor i są mało zauważalnymi „zwykłymi” kundlami? Maks czeka za kratami już 9 lat..

Jeśli któryś wpadł wam w oko i myślicie o adopcji, skontaktujcie się z wolontariuszką Natalią (nr tel. 796463736).

Wszystkie zdjęcia psiaków ze schroniska zostały zrobione przez Dominikę Karnię, za udostępnienie dziękuję Natalii Paluch.

Zdjęcie/ikona wpisu: Pynio by Ewelina Lesik Animal Photography



Jeśli podobał ci się tekst i chciałbyś/abyś by inni również go przeczytali, będzie mi miło jak go udostępnisz. Jeśli chciałbyś/abyś coś dodać, z czymś się nie zgadzasz, coś leży ci na sercu – zostaw komentarz lub napisz do mnie na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.  :)

 

Jakie życie bez psa byłoby fajne

„Boże, jakie to życie bez psa byłoby fajne. Można by było iść w Sylwestra na pokaz fajerwerków, w zimie leżeć pod kołdrą cały dzień i nigdzie nie wychodzić. Podczas burzy można by było przy otwartych oknach poskakać w rytm piorunów, a po podłodze można by było się tarzać bez obaw o połknięcie tysiąca psich włosów.

R. popatrzył na Pynia, na mnie i westchnął.

„A tak naprawdę, to gdybym był chirurgiem to bym sobie tego psa wszczepił, żeby mieć go przy sobie na stałe.”

Każdy z nas ma takie chwile, kiedy ma już dość.

Piach przyniesiony z pola, wszędobylska sierść, pomimo że odkurzamy prawie codziennie, ranne wstawanie w zimie, kiedy jest jeszcze ciemno i najchętniej zostalibyśmy pod kołdrą na zawsze. Podporządkowanie rytmu do dnia do psa, szybki powrót ze szkoły lub pracy do domu, tylko żeby nie był on zbyt długo sam. Już nie mówiąc o problemach wychowawczych: przegryzionych kablach, szczekaniu przy okazji każdego możliwego dźwięku na klatce schodowej, uciekaniu na spacerach, jedzenie czego popadnie na zewnątrz, czy moim „ulubionym” problemem – tarzanie się w ludzkich odchodach.

A później on/ona przynosi nam piłkę, kładzie pysk na kolanie i patrzy na nam w oczy. I wtedy przypominamy sobie, że to stworzenie nigdy nas nie skrzywdzi, na zawsze pozostanie nam wierne i zliże nam łzy z oczu, gdy jest nam smutno. I wtedy te wszystkie negatywne myśli odchodzą, a my przypominamy sobie, dlaczego zdecydowaliśmy się te cztery łapy w naszym życiu…

Ostatnio, w jednym z krakowskich parków spacerował starszy pan, który wolno krocząc wspomagał się laską. Za nim podążał mały, stary kundelek. Pomimo, że nie szli obok siebie i dzieliła ich odległość, widać było, że te ich wspólne spacery trwają od lat, czuć było więź i wzajemne zaufanie.

Postanowiłam szybko wyciągnąć telefon i podzielić się z wami tym widokiem, który zawsze sprawia, że się wzruszam. Bo kiedy pozostaje nam tak mało radości w życiu, największym szczęściem jest to małe/wielkie czworonożne stworzenie. Wiernie kroczące za nami, wspólnie z nami się starzejące. Moja babcia zawsze rozpromienia się, gdy przychodzę do niej z Pyniem, który wpada do jej pokoju ze swoim długim merdającym ogonem, wskakuje przednimi łapami na kanapę i wylizuje jej ręce. W lecie, gdy babcia siedzi na balkonie, Pynio wchodzi na krzesło obok i razem wygrzewają się w słońcu.

Moja babcia nie ma własnego psa, jednak wiele starszych osób decyduje się na spędzenie ostatnich chwil w towarzystwie czworonożnego towarzysza, który umili im życie. Bo tak naprawdę, poza tymi chwilami, w których ze złością po raz kolejny zauważamy, że z naszych dopiero co zrobionych kanapek jakimś cudem zniknęła szynka, posiadanie psa w każdym wieku daje tyle samo szczęścia.

Jednak najtrudniejsze pytanie, które zadaje sobie każdy psi właściciel brzmi: kto powinien odejść szybciej? Czy lepiej żyć ze złamanym sercem czy złamać je naszemu psu? Kiedy zarówno jedno jak i drugie świata poza sobą nie widzi… Myślę, że każdy, kto choć raz w życiu zaznał psiej miłości wie jak brzmi odpowiedź na to pytanie.

Doceniam każdą chwilę, w której Pyniek pokazuje mi swoją wdzięczność za samo bycie moim psem. I chociaż wiem, że przyjdzie ten moment, kiedy będę musiała się z nim pożegnać, to czuję ulgę, że to ja będę tęsknić a nie on.

 

Strona 2 z 3

Popularne wpisy

0

Dbajmy o DOGFRIENDLY

  „Czy można z psem?" "Niestety nie, nie możemy się na to ...
0

Nie każdy powinien mieć psa

  Często ludzie w bardzo nieodpowiedzialny sposób decydują się ...
0

Warszawa w Krakowie, czyli jak nosi się Warsaw Dog

  Już od jakiegoś czasu przymierzałam się do zakupu nowej ...
12

Nie oceniaj książki po okładce, czyli o "Syndromie czarnego psa"

  1 października obchodziliśmy Światowy Dzień Czarnego Psa. ...
0

Jesteś psiarzem. Nie bądź hejterem.

  Największym wrogiem psiarza jest… inny psiarz. Kłótnie na ...
0

Mam problem z psem

  Kiedy trzy lata temu wzięłam Pyńka, zaczęłam interesować się ...
0

Miłość NIE od pierwszego wejrzenia

  To było 3 lata temu. Czas leci naprawdę szybko, a wydaje się, ...