Jakiś czas temu wzięłam udział w konkursie fejsbukowym, organizowanym przez krakowską firmę Dog's Profit. Jako, że do konkursów szczęścia nie mam, a osób których wzięło udział było naprawdę sporo, nie spodziewałam się, że zdobędę nagrodę. A jednak! Wraz z Pyniem zostaliśmy wybrani do tesowania pięknego mopowego szarpaka w ananasy.

I tak kilka dni później postanowiłam udać się do siedziby Dog's Profit, żeby odbebrać nagrodę. Nie ukrywam, że chciałam również oglądnąć na żywo inne rzeczy i osobiście poznać Queen B, czyli "firmową bokserkę" <3. Z krakowskiej siedziby wyszłam nie tylko z szarpakiem, ale również z zakupionymi dwiema, dawno już upatrzonymi czapkami, które możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Tak wiem, tekst ma dotyczyć szarpaka, ale jeśli ktoś się jeszcze zastanawia czy warto zainwestować w te urocze czapy na koniec zimy, to niech już nie myśli tylko szybko robi zakupy! :)

Do rzeczy!

DOG'S PROFIT 

 

 

 

Dog's Profit to krakowska firma działająca na "psim rynku" od dwóch lat. W ich ofercie można znaleźć obroże, smycze, szelki jak również czapki, nerki, plecaki oraz zabawki dla psów. Zakupy w sklepie są banalnie proste, mamy różne możliwości dostawy i płatności, m.in. odbiór osobisty, z którego polecam skorzystać szczególnie osobom z Krakowa :) Strona jest ładna i przejrzysta, zachęca do przeglądania, wybierania, a przede wszystkim kupowania! I co najważniejsze - kontakt z zespołem Dog's Profit jest rewelacyjny, odpowiadają na wszystkie pytania i wątpliwości.

 

SZARPAK - WYGLĄD i WYKONANIE

Szarpaki, których dotyczy recenzja ostatecznie pojawią się w trzech lub czterech kolorach. Nam dane było testować fioletowo-żółty w ananasy. Szarpak jest przepiękny i świetnie wykonany - do fioletowej taśmy, na której nadrukowane zostały urocze ananasy doszyty został jaskrawo-żółty mop, miękki w dotyku i atrakcyjny do gryzienia. W miejscu uchwytu doszyta została żółta pianka neoprenowa, która sprawia, że szarpak trzyma się naprawdę wygodnie, a krawędzie taśmy nie ranią rąk. Wszystkie elementy są zszyte w staranny sposób, miejsca, które narażone są na mocniejsze pociągnięcia przez naszego psa wzmocnione są dodatkowo, dzięki czemu możemy liczyć na długie życie szarpaka :)

Długość całego szarpaka: 37 cm
Długość mopa: 18.5 cm
Długość rączki: 18 cm

 

ZABAWA

 

Moje doświadczenie z szarpakami jest znikome. Kiedyś zakupiłam jeden szarpak, którego zakończenie to sztuczne futerko, które niestety zupełnie się u nas nie sprawdziło... Podobno tego typu zabawka służy do interakcji pomiędzy człowiekiem a psem i wspólnej zabawy, jednak Pyniek bardzo lubi mielić sobie zabawki w samotności. Zakończenie szarpaka w formie futerka okazało się dla niego atrakcyjne na tyle, że upodobał sobie jego zjadanie... Ciągle trzeba więc było chować przed nim szarpak, przez co zwyczajnie o nim zapomninaliśmy a wspólna zabawa szybko kończyła się wygryzwaniem i połykaniem jego fragmentów.

Ananasowy szarpak od Dog's Proft sprawdził się doskonale. Pyniek lubi przeciągać się z nami, podgryzać go sobie na dywanie, a nawet z nim spać (jak widać na poniższym zdjęciu). Warto dodać, że nasz pies, pomimo że waży tylko 14 kg, jest naprawdę silny! Szarpak pozostał niezniszczony i jest to doskonałym potwierdzeniem starannego, mocnego wykonania. Dodatkowo, dzięki sprytowi Pynia mogliśmy się również przekonać, że druga strona szarpaka, czyli rączka, jest niemniej trwała - nasz pies wymyślił, że aby wyrwać szarpak powinien ciągnąć nie za część z mopem, a bliżej naszej dłoni. 

 

 

Aby utwierdzić się przekonaniu o trwałości, postanowiliśmy zaprosić naszą sąsiadkę rasy Border Collie, która jest prawdziwym niszczycielem psich rzeczy. Jak się okazało, i ona nie dała rady. Na dokładkę, przetestowaliśmy szarpak na polu, gdzie Maui uwielbia zabawy w przeciąganie. Po dłuższej zabawie, jak na zdjęciu poniżej, szarpak nabrał koloru mocno brązowego... Od razu po powrocie wrzuciłam go do pralki, chcąc sprawdzić jego odporność na wirownanie ;) Po wyciągnięciu zabawka jest jak nowa. Czyściutka, żaden element nie uległ zniszczeniu. Tylko Pynio był niezadowolony, gdyż zniknęły wszystkie ciekawe zapachy :)

 

 

OCENA

 

Nasza ocena to zdecydowane 5/5. Jeśli zastanawiacie się nad szarpakiem dla swojego psa, warto zamówić go właśnie od Dog's Profit. Zapewne większość osób, czytających Z psem po Krakowie mieszka właśnie w tym mieście, tym bardziej polecam skorzystać z oferty tej firmy. Nie zapłacicie za przesyłkę, poznacie fajnych ludzi, pieska i co więcej wesprzecie krakowski handmade :)  No i najważniejsze - jak mogliście przeczytać wyżej, możecie liczyć na trwałość i dokładność wykonania, co przy psich zabawach w przeciąganie jest naprawdę ważne.

Ale! Żeby nie było tylko ochów i achów. Pomimo, że kolorystyka szarpaka jest świetna, zabieranie go na zewnątrz w gorszą pogodę nie jest najlepszym pomysłem, no chyba, że chcemy go za każdym razem prać :) Jeśli więc ktoś planuje zakup pod kątem zabawy na świeżym powietrzu, proponuję inny zestaw kolorystyczny, który dane będzie nam zbaczyć już niedługo na stronie sklepu. 

 

 

 

 

Walentynki inaczej - wizyta w psim hoteliku

 

Dzień św. Walentego to czas, kiedy wszystkich ogarnia miłosne szaleństwo. Przede wszystkim kinowo-restauracyjne. My w tym roku zdecydowaliśmy się podarować komuś odrobinę uczucia. I wyjątkowo nie był to Pynio.

Pamiętacie Hotel u Ani, gdzie przebywa Markus, dla którego wspólnie zrobiliśmy świąteczną paczkę? Otóż, jak się zapewne domyślanie Markus nie jest jedynym psiakiem czekającym tam na dom. Psów, będących pod opieką Fundacji Dar Serca jest tam znacznie więcej. Jedne starsze, mające mniejszą szansą na adopcję, te chore, które potrzebują wielu drogich suplementów. Są też energiczne młodziaki, wymagające dużo ruchu. Pomimo, że u Pani Ani są ogrodzone wybiegi, psy potrzebują też „zwykłych spacerów” na smyczy. W niedzielę zdecydowaliśmy się więc na podarowanie dwóm z nich walentynkowej przechadzki.

Pomimo, że zakochani jesteśmy w młodziutkiej Anais, poprosiliśmy, aby Pani Ania wyznaczyła nam psy, które potrzebują najwięcej ruchu. I tak na spacer tym razem poszły labradorka Fiolka i kundelek w typie amstaffa Odys (pod opieką fundacji Pani Pani Pies) – dwa przekochane czorty o niesamowicie pozytywnej energii. 

 

ODYS

Opis oraz zdjęcie pochodzi ze strony fundacji.

 

"Odys to ulubieniec dzieci, pies tak poczciwy i cierpliwy jak duży i wzbudzający respekt. Obrońca doskonały. Przy tym bardzo urodziwy i reprezentacyjny. ODYS w typie amstaffa ma problem a przednią łapą, znaleziony został w stanie kompletnego wyczerpania organizmu, kulejący, z potworną anemią. W tej chwili ODYS jest już w pełni sił i cały hotel w sobie rozkochał. Na nodze nosi gips, który powinien sprawić, że przykurcz ścięgna spowodowany jakimś urazem – ustąpi, i pies będzie w pełni sprawny. ODYS zasłużył sobie na wspaniały dom, chętnie z dziećmi, które uwielbia. ODYS to pies cywilizowany, spokojny, oddany. Ma ok 2 -3 lata, życie przed nim! Przebywa w hoteliku pod Krakowem, można go odwiedzić całą rodziną!"

 

FIOLKA

Opis i zdjęcie pochodzi ze strony fundacji.

 

"Gdyby ktoś kazał opisać mi Fiolkę w jednym zdaniu, powiedziałabym, że to chodząca pozytywna energia. Psina przeżyła już Olkusz, z którego wyciągnięta została ze złamaną łapą w wielu miejscach. Później trafiła do domu, który miał być jej miejscem na zawsze. Jednak i tu los pokrzyżował plany i Fiolka wylądowała we wrocławskim schronisku, skąd została wyciągnięta i wróciła do nas. W międzyczasie przeszła operacje, straciła paluszki w tylnej lewej łapie.
Pomimo tych wszystkich wydarzeń Fiolka kocha życie ponad wszystko. Lgnie do ludzi, których chce zacałować i wejść im na głowy. Pozytywnie reaguje na nowo poznane osoby, a dla ciasteczka jest w stanie zrobić wszystko. Ma charakter bardzo podobny do labradorów - jej wygląd również może świadczyć o pokrewieństwie z tą rasą :)
Przez ostatni rok była psem domowym, w mieszkaniu zachowuje czystość. Uwielbia bawić się zabawkami, a najchętniej je niszczyć dlatego warto bawić się z nią :) Niestety ciągnie jak parowóz i będzie wymagała sporego wkładu pracy.
Z uwagi na to, że Fiolka jest bardzo energiczną suczką, która łatwo się ekscytuje i nie potrafi chodzić na luźnej smyczy doskonałym rozwiązaniem byłby dom z ogrodem. Psinka potrzebuje jednak kogoś, kto poświeci jej czas i uwagę oraz pomoże rozładować jej nadmiary energii, pozytywnej energii :)"

 

 NASZ WSPÓLNY SPACER

 

Jak było na spacerze, możecie zobaczyć na zdjęciach. Piękna pogoda dopisała, okolica wokół hoteliku jest przecudowna, pola, las - idąc na długi spacer można dojść w okolice Ojcowa. Piękne tereny!

Psy oczywiście cały czas były na smyczy, widać było że taki spacer był im bardzo potrzebny. Pyski śmiały się przez całą drogę :) Fiolka faktycznie w ogóle nie potrafi chodzić na smyczy - ciągnie jak mały parowóz, do dziś mam przez nią niezłe zakwasy ;) Pomiędzy gnaniem do przodu a sikaniem ciągle dawała nam wyrazy swojej miłości. Całusów było co niemiara! Odys zachowywał się nieco spokojniej - koncentrował się przede wszystkim na próbach łapania myszek. Co chwilę machał do nas ogonem okazując swoje zadowolenie.

 

 

Był to najlepszy z możliwych sposobów na spędzenie walentynek. Wyszliśmy naładowani mega pozytywną energią. Pomimo, że psiaki wciąż nie mają domów mogliśmy im podarować odrobinę rozrywki w ich szarym życiu. Na pewno będziemy robić to częściej.

Jeśli macie chwilę czasu, polecam odwiedzić Hotelik u Pani Ani. Psy mają tam świetne warunki, ale pomocnych rąk nigdy mało i właścicielka bardzo cieszy się, gdy oferuje się wyprowadzenie psiaków poza wybiegi. Dodatkowo jeśli wasz pies jest pozytywnie nastawiony do innych – możecie go wziąć na wspólny spacer. O ile tylko psiaki się dogadają, będzie to dla nich świetna przygoda! A może taka przechadzka przerodzi się w uczucie i któryś z psów pojedzie z wami do domu? :)


Jeślli spodobał się wam któryś z psów najlepiej skontaktować się:

- w sprawie Odysa z Fundacją Pan i Pani Pies,

- w sprawie Fiolki z Fundacją Dar Serca 

- w sprawie obydwu bezpośrednio z hotelem, z Panią Anią.

A jeśli macie ochotę na zabranie psiaków na spacer - polecam wycieczkę do hoteliku (Smardzowice 43B) po uprzednim skontaktowaniu się z Panią Anią :)

Nie każdy powinien mieć psa

 

Często ludzie w bardzo nieodpowiedzialny sposób decydują się na posiadanie psa. Z jednej strony bardzo fajnie, że coraz więcej osób bierze (ewentualnie kupuje) czworonogi, z drugiej strony mam wrażenie, że nastała nowa moda na i wiele osób zbytnio się nie zastanawiając, decyduje się na psiaka – „bo znajomi mają”, „bo będzie wesoło”. 

Myślałam o kilku sytuacjach, w których ludzie nie powinny decydować się na psa. Zdaję sobie sprawę, że takich powodów jest z pewnością o wiele więcej, niż te trzy, które wymieniłam poniżej, jednak te i związane z nimi historie są moim zdaniem najbardziej istotne.

 

NIEOPOWIEDNIA RASA

 

Ciągle i wszędzie powtarza się, że przed zdecydowaniem się na psa, należy przeanalizować, jaka rasa pasuje do nas, do naszego stylu życia. Osoby leniwe nie powinny mieć psów, które potrzebują dużo ruchu, ci aktywni nie powinni decydować się na typowe kanapowce. Podobnie jest w przypadku adopcji – nie jest tak, że kundel ma w sobie mieszankę lenistwa i szaleństwa, a właściciel sam sobie wybierze cechę charakteru – przed adopcją powinno się psa poobserwować, dopytać wolontariusza, kilka razy psa odwiedzić, bo tu jest trudniej – kundel nie ma tych książkowych, charakterystycznych cech…

Kilka lat temu panowała moda na posiadanie psów zaprzęgowych – malamutów i husky. Moim zdaniem - najgorszy czas dla tych psów. Dlaczego? Był szał na buldożki francuskie, bulteriery, dalmatyńczyki, a obecnie na jack russell teriery. Jednak żadna z tych ras nie była aż tak wymagająca jak husky czy malamut.

"(...) to psy o niespożytej energii, psy o trochę kociej psychice, psy niezależne, psy stworzone do ciężkiej pracy. Husky może być tak samo nieszczęśliwy mieszkając w ogródku, jak szczęśliwy mieszkając w bloku, ale z panem który dostarczy mu odpowiedniej rekreacji . Są to psy rasy pierwotnej - a więc o bardzo silnie zakorzenionych instynktach pierwotnych. Instynkt stada, instynkt niezależności, instynkt łowczy, instynkt walki o dominację w stadzie - to bardzo wyraźnie zaznaczone cechy husky (...)" www.husky.info.pl

W tym okresie znajomi znajomych postanowili adoptować ze schroniska psa rasy husky. Bo ładny, puchaty i ma taaaki wzrok. Mieszkali w kamienicy, w centrum. Młodzi, z różnymi priorytetami. Gdy nie mieli pieniędzy karmili psa skórkami chleba. Raz przyszli z huskym do restauracji, w której pracowałam. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to dziwne zniecierpliwienie psa, który kręcił się dookoła słupa z otwartym pyskiem, nie zwracając uwagi na otoczenie. Delikatnie podpowiedziałam znajomej, która się z nimi przyjaźni, żeby zwróciła im uwagę, że pies zachowuje się dziwnie, może potrzeba mu więcej ruchu, w końcu to husky...  Jakiś czas później dowiedziałam się, że ludzie ci w ogóle nie za bardzo wychodzą z psem na spacery (nie mają na to czasu). „Ok, ale i tak ma lepiej niż w schronisku“ – powtarzałam sobie. Minęło kilka miesięcy, a do mnie doszła informacja, że... pies został oddany do schroniska, bo ugryzł właścicielkę.... Ludzi tych więcej nie widziałam, więc trudno było mi dochodzić, co stało się naprawdę... Takich przypadków jest z pewnością więcej – widać to po schroniskach, gdzie wcale nie przebywają tylko kundle. Niestety, pełno w nim psów rasowych, między innymi właśnie ras zaprzęgowych...

 

NIEDOSTOSOWANIE ŻYCIA

 

Na początku większości wydaje się, że się uda. Przecież sąsiad ma psa, koleżanka też – jakoś sobie radzą. Ale to nie takie proste. Trzeba naprawdę CHCIEĆ poświęcić psu swoje życie na dobre kilka lub kilkanaście lat. Nie będę rozpisywać się o wychodzeniu na spacery, leczeniu, karmieniu, bo to każdy już wie. Przytoczę wam pewną historię.

Małżeństwo z dwójką dzieci nigdy nie chciało mieć żadnego zwierzęcia. Bardziej zależało im na pięknym ogrodzie, bez kup i dziur wypalonych na trawniku oraz wolności, której nie ogranicza żaden obowiązek w postaci psa. Ale stało się. Mała czarna, kundelkowata znalazła odpowiednią bramę i podkopała się pod nią z nadzieją, że właściciele posesji ją przygarną. Przygarnęli, bo dzieci chciały. Nie wzięli jednak pod uwagę, że pies zostanie z nimi na lata i wymaga wiele poświęceń. I tak dzieci dorosły, małżeństwo się rozpadło, a pies zszedł na dalszy plan – brak spacerów, do dyspozycji miała jedynie ogród, który znała już na pamięć, nikt się nią nie interesował. Zaczęła więc uciekać. Nie wiadomo jak, którędy, ale codziennie udawało jej się wydostać, szczekać na samochody, sąsiadów i naprzykrzać się innym psom, których nie znosiła. Okoliczni mieszkańcy stracili cierpliwość i zaczęli wzywać Straż Miejską. A dla właścicieli, dla których pies i tak stał się już kulą u nogi to za dużo. Ta historia jest w trakcie. Pomysłów jest kilka – kojec, łańcuch lub oddanie do schroniska. Nie chcę nawet zbytnio komentować tej historii, bo walczę z tą sytuacją od kilku miesięcy. Ciężko przekonać jednak ludzi, którzy psów zwyczajnie nie lubią. Ta decyzja powinna być inna już te kilka lat temu, bo nie każdy nadaje się na psiarza i nie potrafi dostosować się do życia z czworonogiem.

 

DUŻA NIEWIEDZA

 

Kojarzycie paniusie z yorkami w torebkach z amerykańskich filmów? Ceasar Milan powiedział kiedyś, że największym problemem psów w Stanach jest to, że ludzie zaczęli je uczłowieczać. I tak rozwija się biznes z ubrankami i biżuterią dla psów, a one same traktowane są jak dzieci. Doskonałym przykładem jest jedna z Żon Hollywood – Iwona, której psy bez przerwy noszone są na rękach. Oglądając ten TVNowski serial zastanawiałam się czy ten pies w ogóle potrafi chodzić… Ten przykład jest już mocno hardkorowy, bo dodatkiem do uczłowieczenia są warte tysiące dolarów sweterki, spineczki i naszyjniki.

 

Iwona z psami Źródło: fakt.pl

Są też osoby, które psów nie stroją, nie wożą w wózkach, ale też nigdy wcześniej nie miały psa i nie wiedzą o nich absolutnie nic. Często chcą po prostu mieć psa ze względu na modę, która panuje. I nie ma w tym nic złego, o ile osoba ta chce się wyedukować i sięga po pomoc, czyta książki, radzi się osób bardziej doświadczonych. Gorzej, gdy pies zostaje pozostawiony sam sobie lub wychowany jest przez osobę „która wie najlepiej”. Traktowanie psa jak dziecka, pozwalanie na wszystko, branie na ręce gdy zaszczeka, a gdy zapiszczy niuńkanie do niego jak do bobasa. Pies to zwierzę, nie dziecko. Żaden ze mnie behawiorysta, sama mam ze swoim psem masę problemów, jednak jestem otwarta na rady innych i wciąż sama się uczę, jak sprawić by nasza relacja była zdrowa, a Pyniek był zadowolonym z życia kundlem :)

Nie muszę was chyba przekonywać, że posiadanie psa jest wielką odpowiedzialnością. Jeśli już ktoś się na to decyduje, niech chwilę pomyśli, bo naprawdę - schroniska są już wystarczająco pełne...


Jeśli chcecie podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat - śmiało :)

Zdj. Ali Iney

Jesteś psiarzem. Nie bądź hejterem.

 

Największym wrogiem psiarza jest… inny psiarz. Kłótnie na spacerach o niezapiętego na smycz psa, niezebraną kupę czy zbyt "agresywną" zabawę są już na porządku dziennym. Ale i tak najgorzej jest w internecie. Ostatnie kilka sytuacji na portalach internetowych skłoniły mnie do napisania tego tekstu.

 

INTERNET – SIEDLISKO ZŁOŚCI i FRUSTRACJI

 

Anonimowość? Nie do końca. Wypowiadając się na Facebooku jesteśmy podpisani swoim imieniem nazwiskiem i nawet jeśli robimy to w zamkniętej grupie, wciąż nie jesteśmy bezimienni. Skąd więc chęć do wyrażania swojej opinii, pomimo że w „realnym świecie” nie odezwalibyśmy się słowem? Powód jest prosty - internet daje nam możliwość wypowiedzenia się bez potrzeby patrzenia drugiej osobie w twarz.

Jakiś czas temu, w jednej z grup dla psiarzy, pewna pani wrzuciła zdjęcia swoich psów - tak o, żeby się przywitać i pokazać swoje czworonogi. Nie przemyślała jednak jednej rzeczy – każdy kto publikuje coś w internecie musi liczyć się również z krytyką. Momentalnie rozpoczął się tzw. hejt. Dlaczego? Bo jeden z psów był gruby… Na nic nie zdały się tłumaczenia, że psiak jest chory – posypały się obelgi, że to podchodzi pod maltretowanie zwierząt i trzeba to zgłosić. Ciężko jest mi sobie wyobrazić, że te osoby mówią to pani wprost podczas przypadkowego spotkania na spacerze… Nie wiem jak skończył się ten wątek i czy admini zareagowali, bo było to dość dawno, pani jednak z pewnością już na zawsze zapamięta, że przed wrzuceniem zdjęć do internetu trzeba przeanalizować to kilka razy…

Ostatnio internet obiegł również (po raz kolejny zresztą) wyciągnięty sprzed kilku lat filmik, pokazujący jedną z treserek psów, która traci nad sobą panowanie podczas szkolenia. Reakcja internautów? Taka jak można się spodziewać – hejt, hejt i jeszcze raz hejt. Oczywiście osób, które zobaczyły tylko i wyłącznie ten fragment filmu. A tak naprawdę prawo do wypowiedzi powinny mieć osoby, które behawiorystkę znają osobiście i wiedzą, w jaki sposób szkoli psy oraz te, które były świadkami sytuacji. Nikt inny. Niestety – w takich momentach specjalistą staje się każdy psiarz i wszyscy pragną wypowiedzieć swoje zdanie na podstawie kilkuminutowego filmu, powodując rozprzestrzenianie się materiału w całej sieci i wszechobecny hejt.

 

NAJBARDZIEJ KONTROWERSYJNE TEMATY

 

Co powoduje największe oburzenie innych psiarzy? Istnieją takie tematy, które zawsze wywołują poruszenie i to właśnie w takich wątkach robi się tak zwana gównoburza.

Pies na bez smyczy - ile osób, tyle zdań – temat, który zawsze wywołuje kłótnie na forach. A najgorzej, gdy komuś psiak zaginie. Zamiast po prostu napisać czy się go widziało, udostępnić lub po prostu zamilknąć, zawsze z czyichś ust (klawiatury?) pada:

a czemu pies nie był na smyczy?

I nagle drugi psiarz, który powinien zrozumieć tak ciężką sytuację, jak zaginięcie psa, zwyczajnie staje się wrogiem. Osobą, która jeszcze bardziej wbija kolec w i tak już krwawiące serce właściciela. Bo nawet jeśli pies faktycznie powinien być na smyczy, to jaki jest sens wypominania tego komuś, kto dostał już wystarczającą nauczkę?

Kolejny przykład. Znana większości krakowskich psiarzy sprawa zaginięcia Dory, która przestraszyła się wybuchu petardy. Do poszukiwań zaangażowało się mnóstwo osób, ale byli też tacy, którzy MUSIELI dorzucić swoje trzy grosze na Facebooku: 

"Sorry, rozumiem jak Wam ciężko, ale może warto mówić przy okazji, że każdy pies powinien mieć adresówkę. Trzymam kciuki"
Fakt, tylko że Dora nie miała adresówki, bo w panice wyszarpała się z obroży i uciekła na oślep przed siebie. Czy takie wypowiedzi w sytuacji, gdy ktoś jest wystarczająco już załamany są naprawdę potrzebne? Czy nie lepiej zatrzymać swoje zdanie dla siebie, tym bardziej jeśli po raz kolejny nie do końca poznało się sprawę? A najlepiej postawić się w sytuacji drugiego psiarza, bo nigdy nie wiemy, co może nas spotkać… 

 

Pies ze schroniska czy kupno rasowego – to chyba najbardziej kontrowersyjny wątek… Przykładowe pytanie „gdzie kupię psa rasy x” momentalnie aktywuje osoby, dla których kupno psa to zbrodnia, bo „tyle psów w schroniskach”. I ja przyznaję się, że kiedyś też nawoływałam do rezygnowania z kupna psa na rzecz adopcji. Teraz jednak sama dochodzę do wniosku, że każdy podejmuje własne decyzje i jest to prywatna sprawa. A dyskusja na ten temat nigdy nie prowadzi do porozumienia i zawsze kończy się kłótnią, a co gorsze – często kończy się obelgami w stronę osoby zainteresowanej. 

 

Zostawianie psa pod sklepem – przykład? Nie tak dawno dodano ogłoszenie o zaginionym shih tzu, który zniknął spod sklepu. Jak się pewnie domyślacie, od razu odezwały się głosy:

„tyle się mówi, żeby nie zostawiać tych istot pod sklepami”
  
„bardzo bolesna nauczka dla właściciela, zerowa odpowiedzialność."
  Sęk w tym, że psa pod sklepem nikt nie zostawił - uciekł on z ogrodzonej posesji, a sklep był ostatnim miejscem, gdzie go widziano. Warto czasem zgłębić się w to, co się komentuje :) 

 

Oddam psa – czyli ogłoszenia osób, któreś z jakiegoś powodu muszą oddać swojego psa. Wiadomo – w większości te powody są takie, że otwiera się nóż w kieszeni, ale są też sytuacje, w których dana osoba nie ma wyjścia. I niestety, pisząc takie ogłoszenie, właściciel psa spotyka się z lawiną nienawistnych komentarzy na swój temat, co więcej - zasypany zostaje "złotymi" radami…

Pewna osoba przez trudną sytuację związaną z mieszkaniem oraz chorym dzieckiem, zmuszona jest do oddania szczeniaków. Z jednej strony osoba ta popełniła błąd nie sterylizując swojej suki, czego efektem był ten miot. Z drugiej strony, to już się stało i na szczęście nie utopiła ich w rzece, nie porzuciła w lesie - chciała zadbać o to, żeby psy znalazły dobry dom. Z tego, co doczytałam, chciała je nawet zatrzymać, ale wyżej opisana sytuacja niestety jej na to nie pozwoliła. I wtedy pada pytanie, które rozkłada mnie na łopatki...  

„Czemu nie poszukasz innego mieszkania?”
   

 

 

 

CHARAKTERYSTYKA PSIARZY

 

Trochę z przymrużeniem oka - kilkoro typowych psiarzy, szczególnie aktywnych na forach związanych z czworonogami.

PSIARZ MORALIZATOR – czyli taka osoba, która czuje silną potrzebę upominania innych osób, które w jej/jego mniemaniu popełniły błąd. Zostawiłeś psa pod sklepem, spuściłeś psa ze smyczy w parku, nakarmiłeś złą karmą? Z pewnością spotka cię pouczenie psiarza-moralizatora.

PSIARZ ZBAWCA ŚWIATA – ten, dla którego istnieje tylko schronisko, hoteliki dla psów i domy tymczasowe, a hodowla to czyste zło. Bardzo często angażuje się również we wszelkie akcje prozwierzęce. Jeśli myślisz o rasowym psie z hodowli, licz się z potępieniem przez psiarza-zbawcę.

PSIARZ ZNAWCA WSZYSTKIEGO – wiedzą po prostu wszystko. A przynajmniej tak im się wydaje. Gdzie najlepszy weterynarz, jaka najlepsza karma, czym powinien bawić się pies, jakie są najlepsze sposoby na wychowanie czworonoga itd., itp. Co charakteryzuje taką osobę, to upór i nieugiętość. Z takim psiarzem nie warto wchodzić w dyskusję, bo on i tak swoje wie. Osobiście znam takiego pana, który zatruwa innym spacery, wychodząc ze swoim niesfornym, wiecznie biegającym bez smyczy psem. Według tego pana - pies ideał.

 

Agresja i hejt jest obecny nie tylko na psich forach. Dzieje się to wszędzie gdzie skupia się jakąś społeczność – to samo widać w grupach dla krakowskich mam czy grupach szyciowych, do których należę.  To niesamowite, o jakie bzdury ludzie potrafią pokłócić się tak, że musi interweniować admin. I podczas, gdy właściciel psa powinien być najlepszym doradcą i pomocnikiem dla drugiego psiarza, w internecie staje się jego największym wrogiem…

Przydarzyła się wam kiedyś przykra sytuacja na forum? A może macie własne obserwacje? 


Zdj. Nick Turner, Ales Krivec

 

Już od jakiegoś czasu przymierzałam się do zakupu nowej obroży i smyczy. Dotychczas byłam wierna firmie, o której kiedyś też napiszę, ale gdy zobaczyłam wzory, które zaproponowali Zosia i Kuba z Warsaw Dog, wiedziałam, że prędzej czy później muszę je mieć :). Na początku spróbowałam swoich sił w konkursie, który zorganizowali, ale niestety w wygrywaniu jestem słaba… Nie zniechęciło mnie to, bo już od dawna upatrzone niebieskie cudo musiało być nasze.

 

CO TO W OGÓLE WARSAW DOG?

 

Zosia, Kuba, Milla i Bonzo 

To stosunkowo młoda firma założona przez Zosię i jej chłopaka Kubę, których wielu psiarzy kojarzy z popularnego bloga Pies w Warszawie. W sierpniu 2015 roku, zaczęli sprzedaż psich modowych akcesoriów, które powstają… w ich 36 m2 kawalerce :). Sama trochę szyję i wiem ile miejsca zajmuje maszyna przemysłowa, materiały i wszystkie pozostałe pierdółki potrzebne do tworzenia. Uwierzcie mi –patrząc na to, jak działa Warsaw Dog, w jakim tempie dostarczane są przesyłki i jak starannie wszystko jest wykonane, naprawdę należy im się wielki szacunek! Ale po kolei.

 

 

ZAMÓWIENIE

 

strona Warsaw Dog 

Bardzo intuicyjne i bezproblemowe. Wybieramy wzór, dopasowujemy długość i szerokość taśmy, dobieramy smycz i gotowe. Dodatkowo można również zamówić adresatkę, a do smyczy dobrać kolor karabińczyków (a wybór spory - są miętowe, purpurowe, niebieskie, żółte i czarne). W sklepie dostępne są również szelki, a w okresie świątecznym, za dodatkową opłatą, dodana została możliwość zapakowania tego wszystkiego na prezent. Co ważne - jeśli z jakiegoś powodu obroża/szelki/smycz nie będzie nam odpowiadać, do 14 dni można je zwrócić lub wymienić. Bardzo podoba mi się, w jaki sposób jest to ujęte na stronie:

My lubimy czynić dobrze, dlatego masz 14 dni na odesłanie rzeczy bez podania przyczyny. Jeśli oderwałaś/oderwałeś metkę, usta wytarłaś/wytarłeś folijką i boisz się, że bez tego nie przyjmiemy – nic się nie martw, mamy tego dużo. Odsyłaj spokojnie. Najważniejsze, żebyś dobrze się czuła/czuł ze swoim zakupem.

Od razu czujemy się fajniejsi - nie jak klienci wielkich korporacji, które zawsze znajdą powód do nieprzyjęcia od nas reklamacji lub zwrotu.

Jedyne, z czym miałam problem, to brak opcji, aby od razu do koszyka można było dodać smycz w tym samym wzorze, co obroża. Niestety, mam taką typowo męską przypadłość rozróżniania tylko podstawowych kolorów i to tylko gdy jest ich mało na jednej rzeczy. Patrzę na kolor niebieski, odwracam wzrok i po chwili powiem wam, że to był kolor zielony… Gdy wybrałam niebiesko-żółto-czarną obróżkę i musiałam dobrze zapamiętać nazwę, żeby szukając smyczy odróżnić Aztec Grey od Aztec Green ;)

Jeśli chodzi o szerokość taśmy – dla Pyńka zawsze zamawiam 2 cm, w Warsaw Dogu tej szerokości zabrakło i obawiałam się czy te 2,5 cm nie będzie dla niego za szerokie. Na szczęście okazał się idealna. Oprócz tej szerokości, dostępne jest też 1,5 cm dla małych psiaków i 3,5 cm dla tych największych.

 

 

CENA

 

Dotychczas w innej firmie obroże kosztowały mnie około 27-29 zł. W Warsaw Dogu za samą obrożę zapłaciłam 39,90 zł. Jest to dosyć spora różnica, mam nadzieję, że obroża wytrzyma przez długi czas, bo te, które dotychczas zamawiałam, niestety nie przetrzymywały szarpanej psiej zabawy i zmiennych warunków pogodowych. Jak na razie, zapowiada się całkiem nieźle.

 

 

DOSTAWA I PACZKA

 obroza Warsaw Dog

 

Wszystkie możliwe opcje wysyłki (także odbioru osobistego) znajdziecie ładnie i przejrzyście opisane na stronie. Ja od niedawna jestem fanką Paczkomatów –nie trzeba czekać na kuriera czy być uzależnionym od godzin otwarcia poczty, a paczki przychodzą naprawdę szybko. Tak było też w tym przypadku. Połączenie sił Warsaw Doga i Paczkomatu sprawiło, że mój upragniony komplet smycz+obroża przyszedł w tempie błyskawicznym. Co więcej - od 80 zł wysyłka za pośrednictwem Paczkomatu jest darmowa.

I mała anegdota: kto korzystał ostatnio z Paczkomatów wie, że In-Post zrobił akcję reklamową i do każdej skrzynki wrzucał dodatkowo opakowanie oleju Ramy. Dobre kilka godzin główkowałam, dlaczego Zosia i Kuba dorzucili mi gratis olej do smażenia…

Wracając do paczki. Na kopercie dostaliśmy ręcznie dopisane pozdrowienia (krakowscy psiarze, proszę się nie obrażać) dla „Pynia, najfajniejszego psa w Krakowie” ;) Tego typu akcenty sprawiają, że chce się u takich osób zamawiać codziennie. Żeby uśmiechać się już podczas niesienia paczki pod pachą, jeszcze przez rozpakowaniem!

 

SMYCZ I OBROŻA - JAK SIĘ SPRAWUJĄ?

 

 smycz Warsaw Dog

 

W środku paczki – wszystko pięknie zwinięte i zapakowane, dodany list z życzeniami dobrego noszenia, naklejki, wizytówki z bardzo eleganckim logo (brawa dla grafika).

Tak jak wcześniej pisałam, obawiałam się o szerokość obroży. Okazało się jednak, że na Pyńku wygląda super, wręcz idealnie. Pierwszy raz spotkałam się z obrożą, której nadruk wykonany jest bezpośrednio na taśmie. Dotychczas wszystkie kupione przeze mnie obroże miały naszyty dodatkowy materiał lub tasiemkę, a od spodu jakiś dodatkowy miękki materiał. Pomimo tego, obroża jest miła w dotyku, a co najważniejsze, bardzo porządnie wykonana i trwała. Szybko stała się naszą ulubioną, a co za tym idzie, od czasu zamówienia, (czyli od dwóch miesięcy) zakładamy ją na każdy spacer. I jak dotychczas nie stało się z nią absolutnie nic. Delikatne zabrudzenia od intensywnego biegania bo błocie są niemal niewidoczne.

A smycz? Jako, że mamy pod bokiem dzikie pola, Pyniek głównie biega luzem. Jeśli jednak tylko nadarza się jakaś okazja wyjścia w teren, gdzie trzeba zapiąć psa, zawsze biorę tę z Warsaw Doga. Razem z obrożą komponuje się przepięknie. Przede wszystkim uwagę przykuwają inne niż wszystkie dodatki kaletnicze – porządne i (w końcu!) czarne. Smycz jest przeponana - posiada karabińczyki z dwóch stron, dzięki czemu można regulować jej długość i zapiąć równocześnie dwa psiaki (dla mnie to ważne, gdy biorę na spacer borderkę sąsiadów i nie muszę targać ze sobą drugiej smyczy).

Do smyczy mam tylko dwie uwagi. Dla mnie jest ona trochę za szeroka i ciężka. Mój pies waży 13 kg, więc tak naprawdę do utrzymania go wystarcza cieniutka smycz, która bez problemu mieści się w dłoni. Może gdyby tę część smyczy, którą trzymamy w ręce dałoby się trochę zaokrąglić, byłaby wygodniejsza? Jeśli chodzi o wagę, trzeba zdawać sobie sprawę, że na ciężar smyczy składają się przede wszystkim okucia, które są bardzo porządne, więc niestety - coś za coś :)


Podsumowując, jeśli jeszcze zastanawiacie się czy zamawiać obrożę/smycz z Warsaw Doga, to nie ma nad czym, bo naprawdę warto.

Szczerze kibicuję Zosi i Kubie, bo Warsaw Dog ze swoim designem, sposobem wykonania i całą otoczką związaną z "obsługą klienta" naprawdę zasługuje na podbicie rynku nie tylko warszawskiego, ale całej Polski i jeszcze dalej!

Adres sklepu: http://warsawdog.com/

Namówiłam was? Zamawialiście już od Zosi i Kuby, czy jesteście wierni jakiejś innej firmie?

Zapraszam do dyskusji :)

obroza Warsaw Dog

W nowym roku postanawiam

 

Rok 2015 był dla mnie rokiem wielkich zmian. Kupiłam mieszkanie, zrezygnowałam z toksycznej pracy, rzuciłam palenie (w tym niestety nie wytrwałam…), zapisałam się na kurs szycia i… założyłam Z psem po Krakowie! Decyzja o ruszeniu strony była mocno spontaniczna, nazwa powstała pod wpływem chwili. Od tamtej pory, czyli od 29 stycznia twierdzę, że najlepsze pomysły powstają nagle i gdy człowiek za długo się nie zastanawia. W minionym już roku postanowiłam sobie także mniej się przejmować - ot takie skromne założenie, ale ile przynosi dobra! Niestety, nie do końca się udało, więc akurat to przenoszę na rok obecny.

Rok 2016 ma postawioną poprzeczkę naprawdę wysoko – chciałabym zmienić równie dużo, w głowie mam masę pomysłów. Postanowiłam napisać ten post, bo podobno jeśli człowiek podzieli się z innymi swoimi postanowieniami, planami, założeniami, ma większą motywację do ich realizacji, czyli mówiąc wprost – będzie mi przed wami głupio jeśli nie dotrzymam obietnic ;) 

 

Plany na 2016 rok:

 

#1 TU I TERAZ...

 ... co w przypadku Z psem po Krakowie oznacza zwyczajnie ZMIERZENIE SIĘ Z LENISTWEM. Niestety, nadmiar tegorocznych zmian i wrażeń sprawił, że pod koniec roku mój organizm zażądał więcej snu i odpoczynku, a co za tym idzie - ciężko szła mi mobilizacja. A dla mnie, osoby, która nie znosi leżenia na kanapie, oznacza to wewnętrzną walkę i męczarnie. Dlatego, drogi nowy roku - wszystko, co sobie wymyślę, będę robiła od razu. Bez odkładania na później.

 

#2 PROMOWANIE ADOPCJI PSIAKÓW

Projekt Prezent, dzięki któremu mogłam zebrać od was upominki dla staruszka Markusa, sprawił, że postanowiłam ruszyć z pomocą bezdomnym psiakom. Jeszcze nie wiem dokładnie jak będzie to wyglądało, nie martwcie się jednak na zapas – nie zasypię was postami o bezdomnych psiakach. Zrobię to z umiarem, ale mam nadzieję, że dzięki nam wszystkim przynajmniej jeden psiak w tym roku znajdzie swój dom!

 

#3 PYNIEK 2.0, CZYLI ZMIANY DOTYCZĄ TEŻ PSA

Już ostatnio przyznałam się wam, że mam kilka problemów ze swoim „poadopciakiem”...  Postanowiłam więc zasięgnąć pomocy specjalistki, czyli Kasi Harmaty. Na blogu będę na bieżąco opowiadać wam, jak Pyniek radzi sobie w nowych sytuacjach, mam nadzieję, że przy okazji porady będą pomocne także i dla was.

 

#4 COŚ MNIE KORCI, COŚ OD DAWNA

Od jakiegoś czasu myślę o tym, żeby z Pyńkiem spróbować czegoś nowego. Obserwuję Psa Shaggiego, zachwycam się Obifru Team, oglądam inne psiaki na Youtubie i... na tym się kończy... Zdecydowanie, 2016 to czas na wypróbowanie z Pyńkiem PSICH SPORTÓW. 

 

#5 ROZWINIĘCIE UMIEJĘTNOŚCI SZYCIOWYCH

Od jakiegoś czasu szyję torby i plecaki. W tym roku chciałabym zabrać się za szycie czegoś bardziej nakierowanego na psy. Co to będzie? Will see :) A tymczasem, oczekujcie konkursu, gdzie nagrodą będzie jeden z moich uszytków.

 

#6 KOLEJNY PIES?

Długo zastanawiałam się czy dodawać ostatni punkt… Ale niech będzie, może to właśnie ten rok! Bardzo chcemy z R. przygarnąć drugiego psiaka. Trzymajcie więc kciuki za ogarnięcie Pynia, bo to od tego zależy nasza ostateczna decyzja.

 


Podzielcie się swoimi postanowieniami. Jak już napiszecie - będzie łatwiej dotrzymać! :)

Zostawmy strzelających w spokoju

 

Co roku ten sam problem – Sylwester, czyli najgorszy dzień dla większości psiarzy. Ci, którzy mają lękliwe psy wspomagają je środkami na uspokojenie, ci których psy boją się trochę mniej (to my) poświęcają szampańską zabawę na rzecz towarzyszenia swojemu psiakowi w tym ciężkim dniu. Najlepiej maja oczywiście ci, których psy fajerwerki mają brzydko mówiąc gdzieś, a nawet są przypadki, które oglądają pokazy sztucznych ogni na balkonach :)

Nie chcę się rozpisywać na temat sposobów radzenia sobie z lękiem psa tej nocy, bo każdy kto czworonoga posiada, z pewnością wyedukował się dawno. 

Już od kilku tygodni powstawały grupy, nawołujące do niestrzelania w Sylwestra. Wydarzenia te stały się natychmiast pożywką dla osób, które psów nie lubią lub tych, zwyczajowo nazywanych „trollami”. Kilka przykładów "mądrych wypowiedzi":

"Co tam obrońcy świata? :D Gotowi na ostre BUM BUM?"

"Ale spinacie dupe. Obowiązkiem właściciela jest zapewnienie psu bezpieczeństwa i komfortu psychicznego, a nie że wszyscy mają się podporządkować pod was."

"Dzień dobry Państwu! Na początku chciałbym zaznaczyć że nakurwiam w sylwestra od 35 lat tj. puszczam zarówno fajerwerki jak i petardy. Jestem również od 5 lat szcesliwym posiadaczem czworonoga małych rozmiarów imieniem Figo (rasy York). I nie wiem jak wasze pizdowate zwierzątka, ale mój Figo jest wychowany na prawdziwego ryzykanta. Parę lat temu jeździł ze mną czołgiem i asystował przy probie broni na poligonie!!! Cały rok czeka na fajerwerki i bardzo się z ich powodu cieszy. Jednym słowem jarają go światełka na niebie. Oficjalnie wiec sprzeciwiam się panujacemu tu TERROROWI WIĘKSZOŚCI, której psy boją się wybuchów nawet będąc w zamkniętym mieszkaniu. Oświadczam, że będę nakurwiać jak co roku, poniewaz jest to jedyna okazja przez najbliższe 365 dni. Dziękują za wysłuchanie."

 I jak to zwykle bywa, pojawiły się także osoby, które wydarzenie wzięły sobie mocno do serca. Aż tak mocno, że postanowiły wrzucić wszystkich do jednego wora i trochę poobrażać tych strzelających:

"Petard używają najczęściej tylko dzieci i impotenci oraz ograniczeni umysłowo, wtedy im się wydaje, że są silni, ważni i coś znaczą. Hałasu, wywołanego wybuchami petard i środków pirotechnicznych, boją się nie tylko zwierzęta domowe, ale także zwierzęta dzikie, które licznie przebywają w miastach, gdzie się żywią. Dotyczy to zarówno ptaków, jak ssaków i to nie tylko bezpańskich psów i kotów, bo w miastach żerują nawet lisy. Oczywiście psychopaci się z nimi nie liczą, najważniejsza jest dobra "zabawa"."

 

 Strzelanie w Sylwestra, jak każdy kontowersyjny temat, ma swoich zwolenników i przeciwników. Dlatego drodzy psiarze - niestety, ale nie przekonamy wszystkich do tego, aby powstrzymali się od takiego sposobu rozrywki. Mam wrażenie, że tworzenie takich grup/wydarzeń, tylko nakręca osoby, które i tak stoją w kolejkach po jak największe petardy, dla których ten dzień nie istnieje bez hałasu i kolorów na niebie... Dyskusje z nimi naprawdę nie mają sensu - szczególnie jeśli zaczyna się innych obrażać i poniżać...

Myślę, że strzelających sylwestrowiczów najlepiej zostawić w spokoju i przygotować siebie i psy na ten dzień najlepej, jak się da. Jedyne za czym zdecydowanie stoję murem to chęć wprowadzenia zakazu strzelania w inne dni niż 31 grudnia. Nam, psiarzom, wystarczy jeden dzień strachu o zwierzaki!

Tym akcentem, życzę wszystkim dobrej zabawy - mam nadzieję, że wasze psy zniosą dobrze dzisiejszą noc. Pynio, jak narazie tylko unosi łeb, na każdy słyszany huk. 

Oby przyszły rok był lepszy od obecnego i poprzednich, dla was i dla waszych psów :)

Życzymy my: Pynio, Agata i R.

Rodzice Pynia

 

„Jak myślisz, z jakich ras wywodzi się Pynio?” pytam ostatnio R. z myślą napisania o tym tekstu. Pyniek słysząc swoje imię wygrzebuje się spod kołdry i przeciąga się, wysoko wyciągając w górę szyję. R. patrzy i mówi „Ojciec to na pewno łabędź, matka bliżej nieznana…”.

Czasem zastanawiam się jak wyglądała i jaka była mama Pynia. Czy była czarną labradorką, która w chwili słabości (pardon) puściła się z jakimś kundlem. A może to ojciec był labkiem, a matka mieszańcem?

Myślę, że nie tylko ja, ale większość posiadaczy kundla z nieznaną przeszłością nieraz myśli o tym, kto stworzył to zwierzę, które jest dla nas całym światem…

Czasem jeździmy z Pyńkiem na Błonia – tam zawsze udaje nam się spotkać fajnych kompanów do zabawy. I cieszymy się, jak jest to na przykład whippet. Bo to dla mojego psa najlepszy kompan pod względem szybkości – Pynio bez problemu dogania psy tej rasy, nawet gdy biegną z maksymalną prędkością. Inni właściciele z zadziwieniem kręcą głowami i pytają, jak to możliwe. A ja wtedy jestem przekonana, że to właśnie jakiś whippet przyczynił się do poczęcia mojego psa.

Ale później przychodzi inny dzień i Pyniek w pobliskich polach słyszy bażanta. I jak zawsze stara mieć mnie pod kontrolą (tak, to on bardziej boi się zgubienia), tak w tej sytuacji puszcza się pędem na oślep, nie zważając na wołanie. Oczywiście wraca, ale ten zew jest zdecydowanie silniejszy. Poluje na kury. I na krety. I gołębie. A więc może rasa myśliwska? Ogar? Gończy? A może jamnik?

Później patrzę na niego i widzę pysk ewidentnie przypominający labradora. No to może w tę stronę? One też mają zamiłowanie do polowania.  Ale poza tym, z labradora Pyniek nie ma absolutnie nic…. Pływać nie znosi, boi się wody. Łakomy nie jest, czasem muszę go nakłaniać do kawałka mięsa.

Pinczer? Doberman? Może owoc miłości kundelki z kundlem? :)

Żałuję czasem, że Pyniek trafił do nas, jako już dorosły pies. A żałuję tylko dlatego, że nie było nam dane zobaczyć go, gdy był szczeniakiem. Jak robił pierwsze niesforne kroczki, uczył się, że nie wolno sikać w domu i poznawał świat na zewnątrz. Nie wiemy, skąd się wziął, kto go tego wszystkiego nauczył, jakiej rasy była jego matka, jaka była jego historia. Ale to nic nie zmienia. Ci, którzy mają psa od szczeniaka mogą pochwalić się albumem wypełnionym słodkim, małym pyszczkiem, my z rozżewnieniem wracamy do tych zdjęć, na których Pyniek stawiał pierwsze kroki po schronisku.   

Ostatnio czytałam, że jest nawet możliwość zrobienia badania, na podstawie którego jesteśmy w stanie określić jaka rasa drzemie w naszym mieszańcu. I zastanawiam się czy bym je zrobiła. Może z czystej ciekawości. Ale tylko dlatego. Bo tak naprawdę nie ma to żadnego znaczenia.

Gdy ktoś pyta mnie (szczególnie dzieci), jakiej rasy jest Pynio odpowiadam, że to rasa kundel. Czyli ta najlepsza :)


Zniechęcacz spacerowy

 

Ostatnio Pyniowi zaczęło ropieć lewe oko. Jako, że w przeszłości czasem mu się to zdarzało, nie chcieliśmy wszczynać alarmu. Jak się jednak okazało, nasza sąsiadka Borderka kilka dni później również obudziła się ze sklejonymi oczkami... To samo z psiakami w okolicy – czarna ropa, wyciągana kilka razy dziennie. Nasze główne podejrzenie? Winowajcą jest smog!

Weterynarze twierdzą, że smog wływa na nasze psy podobnie jak na ludzi. Choroby układu oddechowego, rak, alergie, astma. Problem polega na tym, że ten wpływ rzadko widoczny jest od razu - skutki wdychania tak zanieczyszczonego powietrza ujawniają się po kilku lub kilkunastu latach. Dlatego wiele osób problem ten bagatelizuje, nie przejmując się, że pies wyboru nie ma i na spacer iść musi - tak długi i tak intensywny na jaki zdecyduje się jego pan/pani...

 

Niestety, ale w 100% nie uchronimy naszych psów przed krakowskim smogiem. Pies spaceru potrzebuje codziennie, i to nie jednego.  Są jednak sposoby, żeby ten wpływ zminimalizować. Oto kilka rad:

- przede wszystkich zachęcam was do zainstalowania aplikacji Smogsmok w swoim telefonie. Pozwala ona na bieżąco monitorować, jakie w danym momencie jest stężenie w powietrzu w trzech dzielnicach Krakowa: aleje Krasińskiego, Kurdwanów, Nowa Huta. Norma stężenia wynosi 100%. W momencie, kiedy piszę do was ten post, na telefonie widzę wartość 300%, co skutecznie zniechęca do spacerów na świeżym powietrzu, pomimo pięknego słońca...

- krótkie spacery- niestety, kiedy wartości w naszej aplikacji przekraczają normy, najlepiej zdecydować się na krótki spacer. Długie wędrówki lepiej przełożyć na inną porę, kiedy da się oddychać...

- jeśli możesz sobie na to pozwolić, najlepiej wyjeżdzaj na spacery kawałek poza miasto, gdzie stężenie jest mniejsze. Nawet jeśli nie możez zrobić tego codziennie, może uda się w weekend?

 

Poza spacerami, nasz pies większość czasu spędza w domu, warto więc zadbać również o tę przestrzeń. Nie jest prawdą, że w mieszkaniu/domu smog nam nie grozi. Można poradzić sobie na kilka sposobów:

- zaopatrzyć się w oczyszczacz powietrza, który wciąga zanieczyszczone powietrze, przepuszcza przez filtry po czym wydmuchuje odflitrowane powietrze.

- ustawić w mieszkaniu odpowiednie rośliny, które oczyszczają powietrze, np. paprotkę czy pelargonię (lista roślin oczyszczających powietrze)

- wietrzyć, ale tylko w porach, kiedy stęrzenie zbliża się do normy!

 

Niestety, smog ogranicza przede wszystkim nas, psiarzy. Bo o ile człowiek bez zwierzęcia poza wychodzeniem do pracy może zrezygnować z przebywania na "świeżym" powietrzu, tak my przynajmniej dwa, trzy razy dziennie musimy wyjść. I nas pies też. Dlatego tak ważne jest, aby choć trochę uchronić się przed tym, co na codzień wdychamy...


A wy jak radzicie sobie ze smogiem? Macie jakieś własne sposoby? Czy waszę zwierzęta mają jakieś widoczne skutki obeznego od kilku lat zanieczyszczonego powietrza w Krakowie? Piszcie, komentujcie!

  

Jeśli jesteście mieszkańcami północnej części Krakowa, to wiecie z pewnością, że miejsc spacerowych jest tu jak na lekarstwo… Tereny sukcesywnie zabudowywane są przez deweloperów, robi się coraz gęściej, przybywa ludzi, a przestrzeni do oddechu jest coraz mniej… Dlatego ucieszyłam się słysząc, że na Prądniku Czerwonym powstanie park. Myślę, że nie tylko ja odetchnęłam z ulgą, bo pobliskie tereny powoli zaczęły zamieniać się w jedno wielkie blokowisko. Co więcej, okazało się, że nie tylko powstanie park – radni wymyślili, aby był on zaprojektowany przez samych mieszkańców!

Tu więcej o projekcie > http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/4617095,krakow-to-mieszkancy-a-nie-urzednicy-zaprojektuja-park,id,t.html

Razem z R. wybraliśmy się na spotkanie organizacyjne, gdzie dowiedzieliśmy się, że trzeba stawić się w cztery soboty pod rząd, zapisać się do jednej z sześciu grup i … stworzyć projekt idealnej przestrzeni do wypoczynku. Postanowiliśmy uczestniczyć w warsztatach z jednej, najważniejszej dla nas przyczyny – park będzie znajdował się tuż obok nas i nie wyobrażaliśmy sobie, żeby nie było tam skrawka przeznaczonego dla psiarzy!

 

 

Jak się na szczęście okazało, pięć z sześciu grup wzięło pod uwagę potrzeby właścicieli psów i w każdym z projektów zaplanowano przestrzeń specjalnie dla psiarzy. Stety, niestety ta przestrzeń to w większości zamknięte wybiegi. Stety, bo trzeba się cieszyć, że psiarze zostali w ogóle wzięci pod uwagę (wiecie, jak to bywa…). Niestety, bo w chwili obecnej ten ogromny acz zapuszczony teren jest rzadko uczęszczany przez ludzi, dzięki czemu nasze psiaki mają tu duże pole do popisu. A ja stosunek do wybiegów mam, jaki mam. Nie każdy się na nie nadaje, nie każdego pies akceptuje inne, Pyniek w obecności dużej liczby psów na małej przestrzeni czuje się mocno niekomfortowo…

W mojej grupie udało mi się przeforsować coś dodatkowego ;) Powstałby nie tylko zamknięty wybieg - dodatkowo duża część pełna drzew i zakątków zostałaby przeznaczona pod nieogrodzony teren dla psów i ich właścicieli. O tak, jak widać na zdjęciu poniżej.

 

 

Moim argumentem było przede wszystkim to, że tworząc tak fajny park szkoda jest oddzielać od siebie wszystkie docelowe grupy użytkujące (rodziny z dziećmi, starszych ludzi, młodzież) – na przykład, jeśli ktoś ma dzieci i psa nie musiałby zamykać się tylko w przestrzeni wybiegowej!

Dlaczego o tym wszystkim piszę? Bo od 4 grudnia na stronie krakow.pl odbywa się głosowanie na jeden z sześciu projektów. Zachęcam was do oddania głosu, bo myślę że park będzie niezłą atrakcją nie tylko dla okolicznych mieszkańców, ale też dla tych, z innych części Krakowa, którzy chcieliby miło spędzić czas. Bo poza przestrzenią dla psów jest  też mnóstwo fajnych pomysłów (polana dla piknikujących, miejsce do ćwiczeń, altana, boiska, place zabaw i dużo innych).

Przeglądnijcie wszystkie projekty, bo warto. Jednak, jako osoba prowadząca stronę o psiej tematyce zachęcam was do głosowania na moją grupę - Sukcesja Park Doświadczeń Biologicznych, bo psiarze będą tu mieli najlepiej :)

Tu możecie poczytać o wszystkich projektach: http://www.parkreduta.pl/

 

Strona 1 z 3

Popularne wpisy

0

Dbajmy o DOGFRIENDLY

  „Czy można z psem?" "Niestety nie, nie możemy się na to ...
0

Nie każdy powinien mieć psa

  Często ludzie w bardzo nieodpowiedzialny sposób decydują się ...
0

Warszawa w Krakowie, czyli jak nosi się Warsaw Dog

  Już od jakiegoś czasu przymierzałam się do zakupu nowej ...
0

Jesteś psiarzem. Nie bądź hejterem.

  Największym wrogiem psiarza jest… inny psiarz. Kłótnie na ...
12

Nie oceniaj książki po okładce, czyli o "Syndromie czarnego psa"

  1 października obchodziliśmy Światowy Dzień Czarnego Psa. ...
0

Mam problem z psem

  Kiedy trzy lata temu wzięłam Pyńka, zaczęłam interesować się ...
0

Miłość NIE od pierwszego wejrzenia

  To było 3 lata temu. Czas leci naprawdę szybko, a wydaje się, ...