poniedziałek, 31 październik 2016 01:00

Dbajmy o DOGFRIENDLY

Oceń ten artykuł
(1 głos)

 

„Czy można z psem?" "Niestety nie, nie możemy się na to zgodzić. Wie Pani... sanepid nie pozwala…”

Wielu z was zapewne wie, że właściciel restauracji, kawiarni, sklepu, który odpowiada w ten sposób:

a: nie ma świadomości, że nie istnieje  przepis stanowiącego o zakazie wprowadzania zwierząt do lokali serwujących żywność 

b: zwyczajnie boi się, że straci klientów i chowa się za plecami służb.

Nie nam jednak oceniać, dlaczego właściciele sklepów i gastronomii nie chcą obsłużyć nas, gdy towarzyszy nam pies. Należy cieszyć się, że w Polsce powoli zachodzą zmiany i wzrasta wiedza o tym, że pies wcale nie zawsze oznacza smród, kupę na środku lokalu czy pogryzienie innych klientów. Bardzo często to właśnie nasz pies jest „lepszym” klientem niż niejeden roszczeniowy człowiek lub rozwrzeszczane dziecko. Serio. Pracowałam w kilku restauracjach i większość kelnerów z otwartymi ramionami wita gości z psami.

Ale. Także wśród psiarzy zdarzają się tacy, którym wydaje się, że ich pies jest centrum wszechświata i powinien być traktowany jak królewicz/królewna. Od lat obserwuję właścicieli psów regularnie chodzących do restauracji. I faktycznie, większość z nich to jedni z bardziej bezproblemowych gości. Zdarzają się jednak i tacy, którzy spędzają obsłudze sen z powiek.

Oto kilka moich rad, uwierzcie mi: dzięki nim staniecie się ulubionymi gośćmi każdego psiolubnego lokalu :)

 

ZBADAJ GRUNT

 

Przede wszystkim, wchodząc do lokalu z psem rozglądnij się, jaka jest w nim sytuacja – czy jest wystarczająco dużo miejsca żeby przejść, przestrzeni, żeby swobodnie w nim usiąść czy nie ma w nim innych psów. Jasne, twój pies może być najłagodniejszą bestią na świecie, ale nie dotyczy to każdego psiaka. Gdzieś przy trzecim lub dziesiątym stoliku może skrywać się inny czworonóg, który przez nieuwagę zagadanego właściciela wyskoczy spod stołu i może rozpocząć się „walka”. Nie jest to przyjemne ani dla właścicieli ani obsługi, a już w szczególności dla innych gości. Możecie zapytać – po co przestrzeń jak mam Yorka? A z szacunku do tego, że nie każdy psy lubi! Właściciel lokalu może i owszem, ale potencjalny Kowalski może mieć uczulenie, mógł w przeszłości pogryźć go pies. Nieważne. Ważne jest to, że ten potencjalny, czując się niekomfortowo drugi raz już do tego lokalu nie przyjdzie. A jeśli ty lubisz to miejsce, to fajnie, żeby nie musiało zamykać się ze względu na brak klientów :)

Szanujmy to, że nie każdy człowiek cieszy się z obecności zwierząt... Każdy z nas na widok takiej osoby myśli sobie „on na pewno jest złym człowiekiem”... ale nie o to chodzi. Ja lubię dzieci, ale nie gdy idę do restauracji – tam oczekuję, że nie będą mi one biegać i krzyczeć przed nosem.

 

ZNAJDŹCIE SOBIE MIEJSCE

 

Dla kelnera nie ma nic gorszego niż przeszkody na jego drodze, gdy idzie z tacą pełną gorących napojów. Szczególnie, gdy ma duży ruch i biega w tę i z powrotem. A najgorzej jeśli twój pies postanowi rozłożyć się na środku i w dodatku jest wielkim labradorem. I choćby nie wiem jak kelner kochał pieski, to nie jest fajne. Uszanuj jego pracę i znajdź miejsce dla swojego psa, najlepiej tak, by nie przeszkadzał ani obsłudze, ani innym gościom. Bardzo często spotykałam się z sytuacją, że dopiero podczas wychodzenia gości z restauracji orientowałam się, że towarzyszył im pies, który jak anioł spał pod stołem, będąc klientem idealnym :)

  

NIE TRAKTUJ SWOJEGO PSA JAK CZŁOWIEKA

 

…. czyli po prostu nie sadzaj go koło siebie na stołku i nie pozwalaj mu jeść z talerza. Naprawdę. Takie sytuacje się zdarzają. I jeśli myślisz, że jest ok, to nie, nie jest. Gdyby pies był stworzony do jedzenia przy stole, Bozia dałaby mu palce i możliwość trzymania sztućców.

 

 

PAMIĘTAJ - TO TWÓJ PIES

 

To zdanie może wydawać się logiczne, w tym punkcie nie chodzi mi jednak o samego psa, a o to co może przez przypadek po sobie zostawić. Wszystko się może zdarzyć, nasz towarzysz może poczuć się gorzej i smaczki zmieszane z kawałkiem kiełabaski z dnia poprzedniego mogą wylądować na środku pięknej dębowej podłogi modnej kawiarni. I jeśli knajpa faktycznie jest przyjazna psom, to obsługa zrozumie. Pod warunkiem, że to nie kelner będzie zmuszony posprzątać! Nie ma nic gorszego niż traktowanie wymiocin lub kupy swojego psa na równi z rozlanym na stole piwem czy herbatą. I jeśli po takiej przygodzie wyjdziesz bez słowa "przepraszam", a co gorsza nie posprzątasz tego, co pozostawił twój pies, nie miej później pretensji, że już nie tak radośnie wita się psy w restauracjach...

  

TWÓJ PIES MOŻE SIĘ NIE NADAWAĆ...

 

Podoba Ci się, że pies znajomego chodzi z nim wszędzie i nigdy nie zostaje sam w domu. Postanawiasz, że też tak chcesz, zapinasz psa na smycz i pewnym krokiem zmierzasz na Rynek Główny napić się kawy i pokazać jakiego masz super psa. I nagle okazuje się, że twojego towarzysza przytłacza ilość ludzi na ul. Floriańskiej, stukające o kocie łby kopyta koni, głośna muzyka z okolicznych knap. Siadasz w kawiarni i Twój pies zaczyna okazywać zniecierpliwienie. Piszczy, trzęsie się, jego wzrok ucieka na wszystkie strony. Męczysz się Ty, męczy się pies, inni goście i obsługa. Nic na siłę. Nie każdy pies ma w nosie to, co się dzieje dookoła i najlepiej czuje się pod knajpianym stołem, a gołębie mogą zataczać wokół niego kółka. Wiem to z własnego doświadczenia, kiedy mój pies nagle zaczął źle czuć się w tłumie. Na początku wszystko było super, nagle jednak okazało się, że za dużo bodźców sprawia, że czuje się niekomfortowo. I nie zachowuje się jakoś szczególnie źle – już po wejściu do knajpy zazwyczaj wita się z wszystkimi, cieszy się ze zdobytego kawałka szynki, po czym kładzie się obok. Nie zmienia to faktu, że droga DO stała się dla niego na tyle stresująca, że nie zabieram go ze sobą tak często ja kiedyś. Nie róbmy nic na siłę, można próbować to wypracować, ja dlatego nie zrezygnowałam z tego na 100%, wychodzę jednak z założenia, że mój pies lepiej czuje się na kanapie w domu niż na hałaśliwej ulicy :)

 

I na koniec, trochę z przymrużeniem oka. Zapytałam znajomych kelnerek, co obecnie najbardziej irytuje je w psach pojawiających się w restauracjach. Zazwyczaj odpowiedzi powtarzały się i były to rzeczy, które opisałam powyżej. Kasia z jednej z krakowskich restauracji po krótkim zastanowieniu stwierdziła:

"Jest taki jeden Pan, który przychodzi z buldogiem. Pies zachowuje się super, ale niestety... ciągle puszcza bąki, przez co w okolicy ich stolika nie da się wytrzymać..."      Na śmierdzące bąki nic się nie da poradzić, ale przyznajcie sami - gdybyście akurat jedli romatyczną kolację przy stoliku obok, przeszłaby Wam ochota na deser...

 

***

 

My, psiarze, chcielibyśmy żeby miasto było nam przyjazne. Żeby z psem wpuszczano nas wszędzie i pozwalano nam wchodzić do każdego parku. Dbajmy więc o to "dogfriendly". Im bardziej będą nas lubić, tym szerzej i chętniej się na nas otworzą! :)

 

Chodzisz z psem po mieście? TU znajdziesz listę miejsc przyjaznych psom w Krakowie


Zdj. by https://unsplash.com/

 

Czytany 2417 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 31 październik 2016 16:48