sobota, 06 luty 2016 01:00

Mam problem z psem

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

 

Kiedy trzy lata temu wzięłam Pyńka, zaczęłam interesować się wszystkim co „psie” w internecie. Blogi, strony o psach, fora dyskusyjne, grupy na facebooku - mój komputer ogarnęło czworonożne szaleństwo. I nagle zaczęłam mieć dziwne wrażenie, że wszyscy inni mają psy idealne... Codziennie jeżdżą na długie spacery do lasu, całe dnie trenują i w dodatku nie mają z nimi żadnych problemów. I wtedy trafiłam na stary wpis Psa w Warszawie, mówiący o tym, że wcale nie jest tak kolorowo...

Dlaczego wciąż jest nam tak trudno przyznać, że mamy z psem problem? To chyba specyfika internetu - bardzo lubimy się chwalić i pokazywać naszą „fajną” stronę, wstydzimy się tego, że coś jest nie tak. Dziś na przekór, podzielę się z wami tym, z jakimi trudnościami zmagam się odkąd pojawił się Pynio.

 

JESTEM WASZYM SYNUSIEM

 

Zawsze chciałam mieć psa, który będzie we mnie wpatrzony jak w obrazek. Mój poprzedni pies, jamnik z okresu dzieciństwa, był wierny, ale zachowywał się trochę jak kot – robił co chciał, rzadko przychodził na zawołanie, po prostu był jamnikiem. Pyniek jest inny, okazał się psem, którego zawsze chciałam. Trzeba jednak uważać z tym, czego się życzy… bo Pynio jest w nas zakochany do przesady.

Wielu zapyta – dlaczego to taki problem, przecież to super, że chodzi przy nodze, wystarczy na niego kiwnąć, żeby przybiegł, nie da się go stracić z oczu. Wszystko to jest naprawdę cudowne. Jednak ja widzę, że on sam męczy się z tą swoją niesamodzielnością. Pisząc ten tekst siedzę właśnie w domku wczasowym w Krościenku, dokąd wyjechaliśmy na kilka dni ze znajomymi i ich dwoma psami. Aira i Lawa padły zmęczone dzisiejszą całodzienną bieganiną. A Pynio? Chodzi i nie może znaleźć sobie miejsca, bo ja siedzę przy komputerze, a R. leży na górze w pokoju. I ciężko mu pogodzić bycie w dwóch miejscach równocześnie. Za każdym razem, gdy tylko któreś z nas się podnosi, on również wstaje. Kontrola na 100%, nawet w domu. I to ciągłe piszczenie... Doprowadza nas do szału. Pynio piszczeniem wyraża mnóstwo emocji, a te tony są ciężkie do zniesienia, szczególnie że ostatnio są tak częste. Najgorzej, kiedy jesteśmy gdzieś poza domem w trójkę i jedno z nas znika - nerwy trzymają się go dopóki nie będziemy znów razem. Ciekawe, że to wszystko nie dotyczy sytuacji, gdy wychodzimy do pracy - ten rodzaj rozłąki Pynio znosi doskonale i zwyczajnie przesypia cały dzień (od 2 lat NIC nie zniszczył, możemy nawet zostawić jedzenie na stole).

Ten synusiowaty tryb to nasz największy problem, którego przerobienie z behawiorystą jest jednym z mocnych postanowień noworocznych. Bo gdy przychodzi czas wyjazdu, wyjścia do znajomych, stresujemy się zarówno my jak i on. Gdy zostawiamy go u mojej mamy jest źle, bo najwyraźniej ma wrażenie, że go porzucamy. Kiedy natomiast jedzie z nami, problem zaczyna się już w aucie, gdzie dyszy i popiskuje. CAŁĄ DROGĘ. I nie usiądzie nawet na chwilę. A na miejscu nie odpoczywamy ani on ani ja. Szczerze? Najbardziej marzą mi się nasze wspólne wakacje nad morzem, gdzie zrelaksujemy się wszyscy. Z tym wiąże się jednak kolejny problem.

 

 

OD WODY ZABIERZCIE MNIE DALEKO

 

 

Woda to zło. W każdej postaci. Pod prysznicem, w wannie, kałuże, jezioro, rzeka. Morza jeszcze nie zaliczyliśmy. I dla mnie, osoby, która uwielbia letnie wypady nad wodę to duży problem. Próbowałam już chyba na wszelkie sposoby – nie ma opcji, Pynio akceptuje tylko wejście po kosteczki… Chociaż dobre i to, bo w upał przynajmniej pozwala się schłodzić.

 

JESTEM KOZAKIEM

 

Kiedyś już o tym pisałam. Pyniek, jako kastrat wydziela bardzo atrakcyjny dla innych psów zapach. Można chyba powiedzieć, że pachnie dla nich… jak suczka z cieczką. Jest to tak niesamowicie miły dla nich zapach, że natrętne wąchanie "tam" i łażenie za nim jest dla psów niezwykłą przyjemnością. Pynia ewidentnie to wkurza, uznał więc, że najlepszą taktyką jest odstraszanie warczeniem. Wszystko byłoby ok, gdyby nie to, że po pierwsze: wielu przerażonych właścicieli psów traktuje to jako atak (chociaż w 99% przypadkach Pyńkowi po chwili przechodzi i zaczyna się bawić), po drugie: boję się, że kiedyś źle się to dla niego skończy. Zwyczajnie trafi na takiego, co mu się fukanie nie spodoba i to on dostanie bęcki. Raz zdarzyła się już kłótnia o patyk, która skończyła się mało ciekawie. Wtedy zadarł z rodezjanem, bo niestety - jemu rozmiar nie straszny ;)

Kiedyś starałam się walczyć z jego kozakowaniem, dowiedziałam się jednak, że jego zachowanie mieści się w granicach normy i nie jest aż tak niezwykłe. Gdy zapoznaje się z nowym psem, staram się kontrolować te pierwsze chwile napięcia i zawsze przygotowuję innych właścicieli, że zaraz nastąpi warknięcie, które jednak zawsze pozostaje tylko ostrzeżeniem. A jeśli widzę, że drugiemu psu się coś nie podoba lub Pyniek zachowuje się jak zwykły cham, zwyczajnie zapinam go na smycz i odchodzę:) 

 

BURCZĘ KIEDY COŚ MI SIĘ NIE PODOBA

 

Wasze psy uwielbiają tarmoszenie za uszy i głaskanie po brzuchu? Zazdroszczę. Pyniek często robi nas w konia, R. często nazywa go „oszustem”. Bo nasz pies obraca się na plecy, wyciąga w górę łapy, wręcz zachęca do drapania po brzuchu. I 2-3 sekundy jest ok. Po chwili następuje burknięcie. Prawie jak z kotem, któremu nagle coś się nie podoba. My już nauczyliśmy się, że jeśli chodzi o swoją przestrzeń i przytulanie Pyniek ma swój świat i widzimy, kiedy należy dać mu spokój. Problem pojawia się w momencie, kiedy do głaskania zabiera się ktoś obcy. Bo Pynio kocha ludzi sam podlatuje do wszystkich z rozmachanym przez 24/12 ogonem. I wszystko jest ok, każdego wprost uwielbia, dopóki jemu jest dobrze. Jeśli ktoś za mocno pogłaszcze go koło uszu, podrapie po brzuchu lub zwyczajnie zrobi „coś”, Pyniek jakby nagle się obrażał - burknie i odejdzie. Nigdy nikogo nie ugryzł, cieszę się, że pokazuje kiedy coś mu się nie podoba i po prostu się oddala. Niektóre psy od razu chwytają za rękę... Jednak jego wygląd i szczeniackie zachowanie zachęca, do tarmoszenia i zabawy. I gdy mówię do osoby zaczepiającej: „już koniec, daj mu spokój”, bo widzę, TEN wzrok, który pokazuje, że Pyniek nie ma ochoty na dalsze pieszczoty, spotykam się ze zdziwieniem lub oburzeniem - „och, ale o co mu chodzi, przecież przed chwilą było ok”. Pyniek po prostu taki jest. Ma swój świat.

Gdyby nie te kilka problemów Pyniek byłby perfekcyjny. Pamiętajcie jednak, że nie ma psów idealnych i KAŻDY właściciel z czymś się zmaga - jedni bardziej drudzy mniej. Czasem warto o tym pogadać, bo może okazać się, że ktoś obok ma podobnie i można się nawzajem wesprzeć i sobie pomóc.


A wy zmagacie się z jakimiś problemami behawioralnymi? Piszcie!