piątek, 29 styczeń 2016 01:00

Nie każdy powinien mieć psa

Oceń ten artykuł
(4 głosów)

 

Często ludzie w bardzo nieodpowiedzialny sposób decydują się na posiadanie psa. Z jednej strony bardzo fajnie, że coraz więcej osób bierze (ewentualnie kupuje) czworonogi, z drugiej strony mam wrażenie, że nastała nowa moda na i wiele osób zbytnio się nie zastanawiając, decyduje się na psiaka – „bo znajomi mają”, „bo będzie wesoło”. 

Myślałam o kilku sytuacjach, w których ludzie nie powinny decydować się na psa. Zdaję sobie sprawę, że takich powodów jest z pewnością o wiele więcej, niż te trzy, które wymieniłam poniżej, jednak te i związane z nimi historie są moim zdaniem najbardziej istotne.

 

NIEOPOWIEDNIA RASA

 

Ciągle i wszędzie powtarza się, że przed zdecydowaniem się na psa, należy przeanalizować, jaka rasa pasuje do nas, do naszego stylu życia. Osoby leniwe nie powinny mieć psów, które potrzebują dużo ruchu, ci aktywni nie powinni decydować się na typowe kanapowce. Podobnie jest w przypadku adopcji – nie jest tak, że kundel ma w sobie mieszankę lenistwa i szaleństwa, a właściciel sam sobie wybierze cechę charakteru – przed adopcją powinno się psa poobserwować, dopytać wolontariusza, kilka razy psa odwiedzić, bo tu jest trudniej – kundel nie ma tych książkowych, charakterystycznych cech…

Kilka lat temu panowała moda na posiadanie psów zaprzęgowych – malamutów i husky. Moim zdaniem - najgorszy czas dla tych psów. Dlaczego? Był szał na buldożki francuskie, bulteriery, dalmatyńczyki, a obecnie na jack russell teriery. Jednak żadna z tych ras nie była aż tak wymagająca jak husky czy malamut.

"(...) to psy o niespożytej energii, psy o trochę kociej psychice, psy niezależne, psy stworzone do ciężkiej pracy. Husky może być tak samo nieszczęśliwy mieszkając w ogródku, jak szczęśliwy mieszkając w bloku, ale z panem który dostarczy mu odpowiedniej rekreacji . Są to psy rasy pierwotnej - a więc o bardzo silnie zakorzenionych instynktach pierwotnych. Instynkt stada, instynkt niezależności, instynkt łowczy, instynkt walki o dominację w stadzie - to bardzo wyraźnie zaznaczone cechy husky (...)" www.husky.info.pl

W tym okresie znajomi znajomych postanowili adoptować ze schroniska psa rasy husky. Bo ładny, puchaty i ma taaaki wzrok. Mieszkali w kamienicy, w centrum. Młodzi, z różnymi priorytetami. Gdy nie mieli pieniędzy karmili psa skórkami chleba. Raz przyszli z huskym do restauracji, w której pracowałam. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to dziwne zniecierpliwienie psa, który kręcił się dookoła słupa z otwartym pyskiem, nie zwracając uwagi na otoczenie. Delikatnie podpowiedziałam znajomej, która się z nimi przyjaźni, żeby zwróciła im uwagę, że pies zachowuje się dziwnie, może potrzeba mu więcej ruchu, w końcu to husky...  Jakiś czas później dowiedziałam się, że ludzie ci w ogóle nie za bardzo wychodzą z psem na spacery (nie mają na to czasu). „Ok, ale i tak ma lepiej niż w schronisku“ – powtarzałam sobie. Minęło kilka miesięcy, a do mnie doszła informacja, że... pies został oddany do schroniska, bo ugryzł właścicielkę.... Ludzi tych więcej nie widziałam, więc trudno było mi dochodzić, co stało się naprawdę... Takich przypadków jest z pewnością więcej – widać to po schroniskach, gdzie wcale nie przebywają tylko kundle. Niestety, pełno w nim psów rasowych, między innymi właśnie ras zaprzęgowych...

 

NIEDOSTOSOWANIE ŻYCIA

 

Na początku większości wydaje się, że się uda. Przecież sąsiad ma psa, koleżanka też – jakoś sobie radzą. Ale to nie takie proste. Trzeba naprawdę CHCIEĆ poświęcić psu swoje życie na dobre kilka lub kilkanaście lat. Nie będę rozpisywać się o wychodzeniu na spacery, leczeniu, karmieniu, bo to każdy już wie. Przytoczę wam pewną historię.

Małżeństwo z dwójką dzieci nigdy nie chciało mieć żadnego zwierzęcia. Bardziej zależało im na pięknym ogrodzie, bez kup i dziur wypalonych na trawniku oraz wolności, której nie ogranicza żaden obowiązek w postaci psa. Ale stało się. Mała czarna, kundelkowata znalazła odpowiednią bramę i podkopała się pod nią z nadzieją, że właściciele posesji ją przygarną. Przygarnęli, bo dzieci chciały. Nie wzięli jednak pod uwagę, że pies zostanie z nimi na lata i wymaga wiele poświęceń. I tak dzieci dorosły, małżeństwo się rozpadło, a pies zszedł na dalszy plan – brak spacerów, do dyspozycji miała jedynie ogród, który znała już na pamięć, nikt się nią nie interesował. Zaczęła więc uciekać. Nie wiadomo jak, którędy, ale codziennie udawało jej się wydostać, szczekać na samochody, sąsiadów i naprzykrzać się innym psom, których nie znosiła. Okoliczni mieszkańcy stracili cierpliwość i zaczęli wzywać Straż Miejską. A dla właścicieli, dla których pies i tak stał się już kulą u nogi to za dużo. Ta historia jest w trakcie. Pomysłów jest kilka – kojec, łańcuch lub oddanie do schroniska. Nie chcę nawet zbytnio komentować tej historii, bo walczę z tą sytuacją od kilku miesięcy. Ciężko przekonać jednak ludzi, którzy psów zwyczajnie nie lubią. Ta decyzja powinna być inna już te kilka lat temu, bo nie każdy nadaje się na psiarza i nie potrafi dostosować się do życia z czworonogiem.

 

DUŻA NIEWIEDZA

 

Kojarzycie paniusie z yorkami w torebkach z amerykańskich filmów? Ceasar Milan powiedział kiedyś, że największym problemem psów w Stanach jest to, że ludzie zaczęli je uczłowieczać. I tak rozwija się biznes z ubrankami i biżuterią dla psów, a one same traktowane są jak dzieci. Doskonałym przykładem jest jedna z Żon Hollywood – Iwona, której psy bez przerwy noszone są na rękach. Oglądając ten TVNowski serial zastanawiałam się czy ten pies w ogóle potrafi chodzić… Ten przykład jest już mocno hardkorowy, bo dodatkiem do uczłowieczenia są warte tysiące dolarów sweterki, spineczki i naszyjniki.

 

Iwona z psami Źródło: fakt.pl

Są też osoby, które psów nie stroją, nie wożą w wózkach, ale też nigdy wcześniej nie miały psa i nie wiedzą o nich absolutnie nic. Często chcą po prostu mieć psa ze względu na modę, która panuje. I nie ma w tym nic złego, o ile osoba ta chce się wyedukować i sięga po pomoc, czyta książki, radzi się osób bardziej doświadczonych. Gorzej, gdy pies zostaje pozostawiony sam sobie lub wychowany jest przez osobę „która wie najlepiej”. Traktowanie psa jak dziecka, pozwalanie na wszystko, branie na ręce gdy zaszczeka, a gdy zapiszczy niuńkanie do niego jak do bobasa. Pies to zwierzę, nie dziecko. Żaden ze mnie behawiorysta, sama mam ze swoim psem masę problemów, jednak jestem otwarta na rady innych i wciąż sama się uczę, jak sprawić by nasza relacja była zdrowa, a Pyniek był zadowolonym z życia kundlem :)

Nie muszę was chyba przekonywać, że posiadanie psa jest wielką odpowiedzialnością. Jeśli już ktoś się na to decyduje, niech chwilę pomyśli, bo naprawdę - schroniska są już wystarczająco pełne...


Jeśli chcecie podzielić się swoimi przemyśleniami na ten temat - śmiało :)

Zdj. Ali Iney

Czytany 2128 razy Ostatnio zmieniany piątek, 29 styczeń 2016 20:50