czwartek, 19 listopad 2015 01:00

Wyzwanie przeprowadzka

Oceń ten artykuł
(3 głosów)

 

Minął dokładnie rok od naszej przeprowadzki do nowego, własnego już mieszkania. Do tej pory pamiętam ten stres i nerwy, które niestety przełożyły się na naszego psa… Postanowiłam opisać kilka błędów, które popełniliśmy przy przeprowadzaniu siebie i Pyńka, mam nadzieję, że ustrzegę was przed rzeczami, które wydają się proste, jednak przy całym tym harmidrze, nie każdy o nich pamięta…

Mieszkania szukaliśmy okrągły rok. R. do tej pory się śmieje, że ja i szybkie podejmowanie decyzji nigdy nie pójdą w parze… To prawda, ale trzeba wziąć tyle czynników pod uwagę: cena, metraż, okolica, a w przypadku posiadacza psa – miejsce, gdzie nasz czworonóg będzie mógł pobiegać. Po setkach przejrzanych ofert, kilkudziesięciu oglądniętych mieszkaniach i milionach wyrwanych włosów z głowy postanowiłam trochę odpuścić. Wiedziałam już, że idealnego mieszkania nie znajdę i z czegoś muszę zrezygnować. Padło na metraż. Odpuściłam kilka metrów kwadratowych na rzecz dwóch balkonów, ładniejszego widoku i rozległego pola z lasem, gdzie Pyniek może sobie swobodnie hasać.

Podpisaliśmy umowę,  załatwiliśmy formalności i po kilku miesiącach obgryzania paznokci dostaliśmy klucze i zielone światło na remont. W ramach oszczędności podjęliśmy decyzję o tym, że mieszkanie zrobimy sami (my to dużo powiedziane, przede wszystkim R.).

I to był nasz pierwszy błąd. Obydwoje ciągle w pracy, a po pracy na budowę. I gdzie czas na psa? Były szybkie spacery i zostawianie Pyńka na długie godziny w domu. W końcu stwierdziliśmy, że dalej tak nie można - ja zaczęłam więcej czasu spędzać z psem a R. jeździł remontować sam. To nic nie zmieniło, Pynio czuł napięcie, mi nie układało się w pracy, co dodatkowo wpływało na ogólny nastrój w domu. Ciągłe sprzeczki o kolor płytek, sposób otwierania szafek kuchennych, wybór pomiędzy wanną a prysznicem. A decyzji było sporo, bo postanowiliśmy kompletnie przearanżować mieszkanie (burzenie ścian, łazienka przeniesiona do przedpokoju, kuchnia do łazienki). Wiedzieliśmy, że zajmie nam to dużo czasu…

 

Gdzieś doczytałam, że powinno się przyzwyczaić psa do nowego mieszkania stopniowo, przywożąc go, co jakiś czas na miejsce. Gdy już skończyły się prace, przy których było dużo gruzu i kurzu Pyniek zaczął przyjeżdżać do nowego mieszkania razem z nami. I wcale nie okazało się to dobrym pomysłem. Pomimo kocyków, piłeczek i naszego towarzystwa Pynio był ciągle spięty i nie mógł usiedzieć na miejscu. Przestraszyłam się, że zrobiliśmy jeszcze gorzej i w momencie przeprowadzki mieszkanie będzie źle mu się kojarzyć…

 

 

Postanowiliśmy spuściliśmy z tonu. Doszliśmy do wniosku ja na 100% poświęcę czas psu a R. remontowi. Rozmowy na tematy mieszkaniowe zaczęliśmy przeprowadzać o wiele spokojniej i pracowaliśmy nad tym, żeby stresy pozostawiać poza domem. Zdecydowaliśmy również zaprzestać zabierania Pyńka do nowego mieszkania, do czasu kiedy nie przeniesiemy wszystkich naszych rzeczy, czyli po prostu przeprowadzki. I to był strzał w dziesiątkę – Pyniek się uspokoił. Zrezygnowaliśmy z zabierania go do mieszkania, za to postanowiłam pokazać naszemu psu, gdzie za niedługo będzie chodził na spacery. Na poprzednim osiedlu mieliśmy sporo psich kolegów, miałam więc nadzieję, że i tu będziemy mogli już wcześniej zawrzeć nowe znajomości. Niestety nie udało nam się w tym czasie poznać nikogo, teraz na szczęście, z racji budowy nowych bloków, psich kompanów przybywa coraz więcej, co jednak najważniejsze w owym czasie – Pyniowi bardzo spodobały się tereny – wielkie pole, i pobliski lasek, a w szczególności możliwość pogonienia zamieszkałych tu bażantów :). Jeśli więc chodzi o zapoznanie psa z nowym terenem spacerowym – zdecydowanie polecam.

Przyszedł jednak dzień przeprowadzki – jeden wielki bajzel, kilka osób, na zmianę wchodzących, wychodzących, znikające rzeczy, uciekające znajome zapachy. Niestety nie mieliśmy możliwości ulokować Pyńka w tym dniu gdzieś indziej, tak żeby uniknął tego harmidru, zrobiliśmy więc tak, żeby jedno z nas zostało do samego końca w starym mieszkaniu. Pynio był zdezorientowany, chodził, wąchał, szukał. Gdy przewieźliśmy wszystkie rzeczy wsadziliśmy siebie i psa do auta i zrobiliśmy ostatni bezpowrotny już kurs.

W nowym mieszkaniu Pyniek w zasadzie od razu wskoczył na kanapę (pomimo, że była nowa, bez starych zapachów) i… poczuł się jak w domu. Wydaje mi się, że w momencie zrozumiał, że tu teraz mieszkamy i to nasz nowy dom. Skoro my, to i on! Kamień spadł nam z serca, ale pozostał jeszcze tylko jeden problem – czy tak samo chętnie będzie zostawał sam w domu? W poprzednim mieszkaniu nic nie niszczył – nigdy tego nie monitorowaliśmy, ale zdaje się, że po pod naszą nieobecność po prostu sobie spał. Przeprowadzkę ustawiliśmy tak, abyśmy oboje mieli pierwsze dni wolne od pracy, tak żeby Pyniek mógł się zaaklimatyzować i żeby stopniowo zostawiać go samego w domu – najpierw na kilka minut, później na dłużej. Poprosiliśmy nowopoznaną sąsiadkę, aby nasłuchiwała czy przypadkiem nasz pies nie daje oznak złego samopoczucia poprzez wycie lub szczekanie. Okazało się jednak, że Pyńkowi również i w nowym mieszkaniu zupełnie nie przeszkadza samotne spanie. Gdy przyszedł dzień, kiedy oboje z R. musieliśmy iść do pracy na 9 godzin, Pynio zachował się jak prawdziwie doskonały pies! I tak jest do tej pory. Mieszkamy już rok i Pynio w nowym miejscu czuje się świetnie. Poznał swoją miłość, borderkę Maui, która mieszka tuż pod nami i praktycznie codziennie biegają razem w polach. Polecam szybkie poznawanie się z sąsiadami, bo w dniach niemocy zawsze można liczyć, że pomogą nam wyprowadzić psa na spacer ;)

 

 

Dla nas przeprowadzka miała wielkie oczy i w etapie remontowym była dużym wyzwaniem, jednak wszystko skończyło się dobrze i pomimo wielu obaw nasz pies potrafił zaaklimatyzować się szybciej niż się tego spodziewaliśmy. Najważniejsze, żeby przy całym zamieszaniu pamiętać o naszym czworonogu. Bo dla niego nie liczą się metry kwadratowe, tylko to, że jesteśmy tam my! :)

 


A może ktoś z was też przeprowadzał się z psem? Podzielcie się swoimi wrażeniami! 

 


Ikony: http://www.flaticon.com/

Czytany 693 razy Ostatnio zmieniany piątek, 20 listopad 2015 09:22